PSYCHOLOGIZUJĘ

Pozwólmy sobie na złość. To dobra emocja.

Joanna343 views
Wyrażanie złości

„Wiem, że są takie dni, że coś we mnie się gotuje, by później gwizdać zupełnie jak czajnik.” Takie prawdy za czasów mojej młodości wykładał Fisz. (I na nic się zdały kremy przeciwzmarszczkowe i filtry na smartfonie! Wyszło na jaw, że jestem stara.) Złość znalazła swoje miejsce w repertuarze emocji Fisza. Myślicie, że to takie oczywiste? Skoro klasyfikuje się złość do emocji podstawowych, a jej ekspresję mimiczną do uniwersalnej kulturowo, to co dużo gadać. Jest i tyle. Otóż nie do końca. Złość jest często spostrzegana jako zła emocja i zduszana w zarodku. Dziewczynka musi być przecież grzeczna i ładna. I wiecie co? Ja taką grzeczną dziewczynką, która nie pozwalała sobie nigdy na wybuchy złości, byłam bardzo długo. Do momentu, w którym odkryłam, że ta pozornie zła emocja jest czasami tym najlepszym, co może nam się przytrafić. Kurtyna w górę.

Od kiedy pamiętam unikałam złości jak ognia. Z moich dziecięcych obserwacji wynikało bowiem, że nigdy nie przynosi nic dobrego. Tak sobie uciekałam od problemów zaciskając zęby. Czasami wychodziły z tego niezłe kwiatki. Obrywało się na przykład nie temu, co miał. Natomiast uraza do tego, co miał, pozostawała. I nic się nie zmieniało. Brzmi znajomo?

Dopiero kilka lat temu odkryłam, jakie pozytywne pokłady nosi w sobie złość. To ona mobilizuje nas do działania. Krew buzuje w żyłach, tętno i napięcie rosną. Ten natychmiastowy przypływ energii jest w stanie zdziałać cuda. Jeśli oczywiście nie pozwolimy mu przejąć nad sobą kontroli. Ja dałam złości drugą szansę. Dlaczego?

Dajmy upust złości

Temu, co czujemy, jeśli oczywiście pozwolimy sobie na to, by to czuć, towarzyszy określona ekspresja. Druga osoba jest w stanie odczytać z naszej mimiki, głosu, postawy, gestykulacji to, co naprawdę czujemy. Jeśli nie pozwolimy sobie na wyrażanie złości, to jak druga osoba może w ogóle wiedzieć, co się z nami dzieje. Jak odbieramy daną sytuację, co myślimy, czy to akceptujemy. Co jeśli nie podoba nam się to ani w ząb? Co jeśli nie podoba nam się bardzo? Jeśli nie damy temu wyrazu, nasz rozmówca nigdy się o tym nie dowie. I nie zareaguje, a co za tym idzie nic się nie zmieni. A złość odczuwamy przecież w sytuacjach, kiedy coś nam przeszkadza.

Katalizator dobrych zmian

Przekonałam się już o tym w wielu sytuacjach, że mój kontrolowany wybuch złości był podwaliną konstruktywnej kłótni. O tak! Kłótnie mogą być konstruktywne, w rzeczy samej. Dzięki temu nagłemu przypływowi energii, znajduję tę siłę poruszać kwestie, które mi nie odpowiadają. W większości przypadków konstruktywna, choć nie pozbawiona emocji, rozmowa, która później następuje, zmienia jakość życia na lepszą. Nie ukrywajmy, że dużo zależy jednak od poziomu naszego rozmówcy.

Złość w związku

A’propos rozmówcy, czy zdarza się Wam złościć na Waszego partnera? Mnie tak. Ostatnio, podczas naszej przeprowadzki, takich wzajemnych powodów do złości było mnóstwo. Sytuację dodatkowo podkręcała cała masa czynników jak: nadmiar obowiązków, zmęczenie czy pośpiech. Zdarzało nam się złościć na siebie, oj zdarzało. I choć te epizody nie były specjalnie przyjemne, to wnosiły dużo. Dzięki takim cywilizowanym eksplozjom złości szybciej zażegnywaliśmy konflikt i oczyszczaliśmy atmosferę. I mogliśmy dalej przenosić kartony. 😉 Szczerze życzę Wam takiego partnera do kłótni.

Złość jest jak armata

Złość kontrolowana a niekontrolowana

Pisząc o cywilizowanym wyrażaniu złości mam na myśli danie upustu temu, co siedzi wewnątrz nas i gniecie, w sposób szanujący odbiorców naszej emocji i nie naruszający ich wolności. Kiedy piszę o wyrażaniu złości nie mam na myśli niekontrolowanych napadów agresji czy ataków furii. Ten tekst nie traktuje o wyrządzaniu krzywdy innym. Skupiam się na tej pozytywnej stronie złości, która wyrażana w kontrolowany sposób może stać się fantastycznym narzędziem w relacjach międzyludzkich.

Złość nie wyparuje

Nie duśmy w sobie złości. Ta emocja ot tak po prostu nie zniknie. Stłumiona przyczyni się do powstania gdzieś w głębi duszy urazy. Odbije się czkawką nie raz, nie dwa. Co gorzej różne bodźce mogą sprawić, że złość eksploduje w najmniej oczekiwanym momencie i oberwie się komuś Bogu ducha winnemu. Jeśli się złościć, to wczas i na źródło złości.

Za długo w moim życiu przejmowałam się tym, aby każdy mnie lubił. W końcu nie jestem pomidorówką. 😉 Najważniejsze, że lubię sama siebie i dobrze się ze sobą czuję. Złość też lubię. Ze złością mi do twarzy! Od czasu do czasu, oczywiście. Dzięki złości zmieniam swoje życie na lepsze. Ot chociażby decyzja o staniu się lepszą biegaczką. Zaczęło się przecież od złości na samą siebie. Pozwólcie więc sobie na kontrolowane wyrażanie złości, które może wprowadzić w Wasze życie wiele pozytywów. Pamiętajcie, że wszystko jest dla ludzi. Tylko z umiarem.