PSYCHOLOGIZUJĘ

Noworoczne postanowienia i co dalej?

Joanna662 views
Barcelona - miasto marzeń

Schudnę, zacznę biegać, wprowadzę zdrową dietę, będę spędzać więcej czasu z rodziną i przyjaciółmi, wyjadę na egzotyczne wakacje pod palmami… Lista noworocznych postanowień bywa zazwyczaj bardzo długa i ambitna. Wszystko chcielibyśmy zrobić jak najlepiej i jak najszybciej. W ogóle idealnie gdyby wszystko zrobiło się samo i bez większego wysiłku. Lubimy bujać w obłokach, poruszając się w sferze marzeń. To dlatego postanowienia noworoczne tak szybko lądują w kącie. Siłownie po styczniowym oblężeniu już w lutym pustoszeją. Na talerzu znowu wita mrożona pizza. Wcale tak nie musi być. I wbrew pozorom nie wystarczy tylko chcieć! Psycholog Alfred Adler mawiał „Podążaj za głosem serca, ale zabierz ze sobą swój rozum.” Zamieńmy zatem nasze marzenia w konkretne, namacalne cele i zabierzmy się za ich realizację. Poniższy tekst jest właśnie o tym, jak „ugryźć” ten proces, jakich używać narzędzi i na co uważać. Mam nadzieję, że również mi pomoże spełnić kilka moich marzeń w 2017 roku.

Noworoczne postanowienia to nic innego jak marzenia „przetłumaczone” na cele. Spośród dziesiątek wyobrażeń powstających w naszej głowie każdego dnia: wspaniała figura, fantastyczna kondycja sportowa, egzotyczne wakacje, itd., wybieramy te, które naprawdę chcemy realizować.

Wkraczamy do 1. fazy – ustalamy cel.

W tym momencie schodzimy z poziomu fantazjowania, a wkraczamy na poziom realny. Przed oczami wyłania się ten jeden konkretny cel, do którego chcemy dążyć. Weźmy chwilowo „na tapetę” mój – złamanie 4 godzin we wiosennym maratonie. Cel ustalony.

Mój cel na 2017 rok - złamanie 4 godzin we wiosennym maratonie

Przechodzimy do 2. fazy. Zastanawiamy się, jak daleka droga czeka nas do osiągnięcia naszego zamierzenia.

Kiedy pomyślę o pokonaniu maratonu w 4 godziny trochę kręci mi się w głowie. Po wstępnym oszołomieniu zdaję sobie sprawę, że jest to ambitne, ale osiągalne. Kalkuluję. 1. maraton mam za sobą. 2014 rok. Czas ciut powyżej 4 godz. 30 min. (Przed startem chroniczne przemęczenie i bardzo lichy trening.) Mój aktualny stan zdrowia stabilny. Forma lepsza niż kiedykolwiek i ciągle rośnie. Koniec 2016 roku przyniósł 2 życiówki na krótkich dystansach. Półmaratony absolwuję bez problemu. Waga w porządku. Siła mięśniowa rośnie. Jestem na najlepszej drodze.

Dobijamy do fazy 3. finałowej. Uświadamiamy sobie, jakie kroki musimy poczynić, aby udało nam się dotrzeć do celu.

Ja musiałam ustalić sobie dokładny biegowy plan treningowy, który będę sumiennie realizować. Dalej mam za zadanie pracować nad siłą i stabilizacją. Muszę pamiętać o rozgrzewce przed biegiem i rozciąganiu po, aby uniknąć kontuzjom. Wyzwaniem jest zbilansowanie diety, aby trzymać wagę i dostarczać organizmowi wszystkiego, czego potrzebuje. No i ćwiczyć głowę, aby w finałowej rozgrywce była podporą, a nie przeszkodą.

Niby tylko 3 krótkie akapity, ale wszystko staje się jaśniejsze i bardziej klarowne. Właśnie najlepiej jeśli cel, plan i środki spiszemy sobie na papierze. Tylko uwaga! Nie zamieniajmy kolejności tych 3 faz! Dlaczego? Cel może spalić na panewce…

Wymarzone egzotyczne wakacje

Wyobraźmy sobie, że marzą nam się wakacje pod palmami. Zanim jednak wybierzemy miejsce i termin, już zaczynamy narzekać, że finanse kiepskie, urlopu za mało, itd. W ten sposób możemy nigdy nie sformułować celu, ponieważ zrazimy się na starcie. Lepiej więc jako pierwsze zdecydować do czego dążymy, np. „W październiku lecę na Dominikanę.” Kiedy to zrobimy, chcemy bardziej i czujemy przypływ energii. W drugim kroku spójrzmy, gdzie w drodze do zrealizowania tego celu jesteśmy, np. policzmy oszczędności, przekalkulujmy dni urlopu, itd. W końcu ustalmy, co teraz musimy zrobić, żeby w tym październiku znaleźć się pod tymi palmami. Może konieczne okaże się zaciśnięcie pasa, nadgodziny w pracy. Nazwane po imieniu rzeczy staną się dla nas siłą napędową.

Co pomoże nam jeszcze bardziej rozpędzić się na drodze do sukcesu?

Wybranie celu, który nas odzwierciedla

Dość błaha sprawa, ale jednak bardzo ważna. Cel powinien być nasz i tylko nasz. Zgodny z naszymi wartościami i przekonaniami. I atrakcyjny. Mamy się uśmiechać na samą myśl. To co robimy, może wynikać z jakiejś chwilowej mody. Może podejrzeliśmy to u kogoś znajomego, czy jakiejś gwiazdy telewizyjnej. Nie. Nie tędy droga. Cel ma odzwierciedlać nas samych. Kim jesteśmy, jak żyjemy i co sprawia nam radość. Tylko wtedy jest „skazany” na sukces, który nas ucieszy.

Podzielenie się informacją o celu z innymi

Powiedzmy innym, do czego dążymy. Pomoże to podtrzymać naszą motywację zewnętrzną. Powiedzieliśmy o tym drugiej połówce, rodzinie i znajomym, trzasnęliśmy post na Facebooku. Jak tu teraz nie zrealizować tego publicznego zobowiązania? No wstyd po prostu. Dodatkowo poinformowani mogą nam na różne sposoby pomagać. Może mają podobne doświadczenia i wiedzą więcej niż my. Czasami wystarczy doping kogoś, kto nam dobrze życzy. Pamiętajmy, że pomoc dostaje ten, kto umie o nią zabiegać. Nie uzależniajmy się jednak od zewnętrznego źródła motywacji, bo jeśli go zabraknie, to zostaniemy z niczym.

Podzielmy się naszym celem z innymi. Razem raźniej!

Wspominanie własnych sukcesów

Co pomoże nam zatem utrzymać wewnętrzną motywację? Będą to nasze poprzednie sukcesy. Nawet te małe. Szczególnie w trudnych momentach, przypomnijmy sobie, jak zaufaliśmy sobie i swojej intuicji. I udało się! Ktoś nam powiedział w czasach studenckich, że w życiu nie zdamy tego egzaminu, bo jest piekielnie trudny. My go zdaliśmy i to na całkiem dobrą ocenę. Dzięki temu jesteśmy w stanie utrzymać przekonanie, że potrafimy sobie radzić nawet w trudnych sytuacjach.

Nie nakładanie na swe barki zbyt wiele

„Dream big!” słyszymy na każdym kroku. Dość niebezpieczne podejście. Możemy się bowiem znaleźć w sytuacji, w której nasz cel nas przerośnie i po prostu… uciekniemy. Taka już jest ludzka psychika, że musi bronić własnej wartości. Ustalajmy więc nasze cele w zgodzie z naszymi umiejętnościami i warunkami otoczenia. Tylko w taki sposób jesteśmy w stanie utrzymać zaangażowanie. Przy poszukiwaniu nowej pracy za granicą oceńmy naszą znajomość tamtejszego języka, możliwości szybkiego douczenia się; zbadajmy czy tamtejszy rynek pracy jest otwarty na obcokrajowców, oferuje pracę w interesujących nas sektorach, za satysfakcjonujące stawki, itd. Jeśli odpowiemy sobie tak, to uderzajmy na obczyznę!

Poczucie, że to my kierujemy sytuacją

Jak ważne jest nasze poczucie sprawstwa! Jest to punkt, którego na tej liście nie można pominąć. Pracuje nam się o wiele łatwiej i przyjemniej, jeśli wiemy, że osiągnięcie celu zależy od nas samych. Sama jestem w stanie zarobić sobie na nowy rower. A później będę na nim bić rekordy prędkości! 😉

Dobra organizacja czasu

Niestety nie zawsze czas nam sprzyja. Zbyt często go marnujemy i dopiero wizja porażki pobudza nas do działania. Aby czas nie przelatywał nam między palcami, ustalmy deadline. Prawdopodobieństwo wykonania zadania z określonym terminem końcowym jest o wiele wyższe. Wskażmy konkretną datę. Do 28. lutego 2017 schudnę 4 kilogramy. Postawmy sobie pytanie, czy się w tym czasie „uwiniemy”. Szacujmy czas jak najbardziej realnie, najlepiej w oparciu o przeszłe działania.

Dobra organizacja czasu to podstawa!

Mam nadzieję, że Wasze postanowienia noworoczne jeszcze nie wylądowały w koszu. Jeśli tak, to wierzę, że uda Wam się je jeszcze wyłowić. No i pamiętajcie, że nie potrzeba Nowego Roku, żebyście dali głos swoim marzeniom. Ja już od wielu lat nie robię postanowień noworocznych, tylko po prostu biorę się do działania, kiedy mam nowy cel. Z tą realizacją marzeń jest czasami łatwiej, a czasami trudniej. Dlatego też nie utrudniajmy sobie sami jeszcze bardziej. Bądźmy dla siebie dobrzy i wyrozumiali. Nie kopmy się po „tyłku” za każdą poniesioną porażkę. Uczmy się na nich. Nie traćmy kontaktu ze światem i z samym sobą, abyśmy ciągle wiedzieli, co dla nas ważne. Życzę Wam, aby Nowy Rok 2017 był dla Was rokiem spełnionych marzeń. I 2018 też. I każdy następny…