PSYCHOLOGIZUJĘ

Naprawdę cieszmy się, że nas boli!

Joanna517 views
Ból

Prawie nikt nie lubi, gdy go coś boli. Rodzaje i źródła bólu można by mnożyć w nieskończoność. A to nieprzyjemne mrowienie w kolanie po uderzeniu we framugę drzwi, a to ból głowy, a to szereg boleści związanych z uprawianiem sportu: wyczyny jak przebiegnięcie maratonu, kontuzje, przetrenowanie. Na ból reagujemy złością, czasem nawet soczyście przeklniemy, smutkiem – popłaczemy, czy bezradnością. Nie chcemy go przeżywać, ale tak naprawdę bez niego nie bylibyśmy w stanie przeżyć. Najlepszym przykładem jest historia pewnej Kanadyjki – Panny C., która w ogóle nie odczuwała bólu. Jako dziecko odgryzła sobie podczas jedzenia koniuszek języka, czy nabawiła się poparzeń 3. stopnia usadawiając się na gorącym kaloryferze. W wyniku licznych urazów skóry i kości zmarła w wieku 29 lat. Ta historia sprawiła, że zaczęłam postrzegać ból jako niesamowicie fascynujące zjawisko. Jeśli interesuje Was, od czego zależy, jak bardzo nas boli i czy zdecydujemy się przebiec kolejny maraton po bólach poprzedniego, ten tekst jest dla Was.

Ból. Właściwie co to takiego? Definiuje się go jako istotny sygnał, który ostrzega nas, że z naszym ciałem lub życiem dzieje się lub może się stać coś niedobrego. Informuje nas, że nasze tkanki mogą zostać uszkodzone lub już zostały uszkodzone, w wyniku działania różnych czynników. Przed kilkoma laty biegając po nierównym terenie źle stąpnęłam i poczułam straszny ból w stopie. Ten sygnał spowodował, że zbadałam kończynę. Okazało się, że to skręcenie kostki, które wymagało natychmiastowego leczenia. Ból pozwala nam zatem jak najszybciej zaradzić zaistniałym uszkodzeniom. Co więcej chroni nas przed podobnymi zagrożeniami w przyszłości. Teraz staram się unikać terenu, w którym każda stopa ląduje pod zupełnie innym kątem. To właśnie „pamięć bólu decyduje, jakie lekcje wyciągniemy z życia” twierdzi Daniel Kahneman, amerykański psycholog i ekonomista, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie Ekonomii.

Pamięć bólu

Wspomnienia dotyczące bólu determinują podejmowane przez nas decyzje. Stanowią jeden z ważniejszych czynników, na podstawie których zadecydujemy, czy przebiegniemy kolejny maraton, czy też nie. Decydujący będzie ból, który zapamiętamy z poprzedniego wyścigu na dystansie 42,195 km. Nie ten, który rzeczywiście odczuwaliśmy podczas biegu. Co zatem wpływa na to, jak zapamiętamy ten ból? Liczne badania pokazują, że generalnie liczy się natężenie bólu (wymiar sensoryczny, czuciowy) – jak bardzo nas boli oraz jego nieprzyjemność (wymiar emocjonalny) – jak bardzo uciążliwe i nieprzyjemne jest to odczucie.

Ale uwaga, uwaga! I w tym przypadku pamięć płata figle. Im dalej od naszego ostatniego maratonu, tym bardziej na pamięć bólu wpływają emocje towarzyszące maratonowi, a sama siła bólu traci tutaj na znaczeniu. Na pewno znacie humorystyczne zestawienia emotikonek, wyrażające samopoczucie biegacza podczas maratonu. Pierwsza połowa jest w większości przypadków apogeum radości, a w drugiej zaczynają się pojawiać obrazki przedstawiające: noże, bomby i czaszki… Za linią mety ustępują one: confetti, szerokiemu uśmiechowi, czy szampanowi. Na finiszu pojawiają się u biegacza intensywne emocje w postaci niepohamowanej radości. Jesteśmy zadowoleni z tego, na co tak ciężko zapracowaliśmy. Udział w biegu był naszą decyzja. Nikt nas nie zmuszał do pokonania maratońskiego dystansu. Gdy tylko opadną te silne emocje, w jakiś czas od ukończenia biegu, znowu pojawia się ból.

Dr Przemysław Bąbel, psycholog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, założyciel Zespołu Badania Bólu, zwraca uwagę, że dla pamięci bólu związanego z maratonem decydujący będzie moment, kiedy zapytamy maratończyka o wspomnienie bólu odczuwanego za linią mety. Jeśli w momencie wywiadu nadal odczuwa bolesny dyskomfort, przypomni sobie dokładnie ten sam ból zza linii mety. Jeśli jest już w dobrej formie, emocje wezmą górę i zniekształcą wspomnienie bólu, opisując go jako słabszy niż ten rzeczywisty. Mój pierwszy i do tej pory ostatni maraton (Poznań 2014) wspominam przez pryzmat towarzyszących mi emocji – niezwykłe wzruszenie, radość ze spotkań z rodziną i z przyjaciółmi na trasie, euforia po przekroczeniu linii mety. Jestem przekonana, że moje wspomnienie maratońskiego bólu jest o niebo słabsze niż ten rzeczywisty na trasie. Może zapytacie, dlaczego do tej pory nie pobiegłam kolejnego. Tak się złożyło, że mój stan zdrowia zmusił mnie do przerwania biegowej przygody na czas pewien. Teraz już jestem z powrotem i cieszę się na planowanie mojego 2. z kolei maratonu, w 2017 roku. Mam nadzieję, że spotkamy się na trasie. Także widzicie, emocje wzięły górę!

Maraton w emotikonkach

Jest jeszcze jedna „bólowa kwestia” warta poruszenia. Co wpływa na to, jak bardzo nas boli, gdy nas boli? Według wspomnianego Dr Bąbla jest to szereg psychologicznych czynników, które oddziałują nie tylko w trakcie odczuwania bólu, ale już przed jego wystąpieniem. Silniejszego bólu doświadczają osoby, które cechuje: negatywna emocjonalność, lęk, samo oczekiwanie silniejszego bólu oraz katastrofizowanie. To ostatnie wpływa ponoć najsilniej. Jeśli wyolbrzymiamy wszystko, co związane z bólem, uporczywie o tym myślimy, to po prostu będzie boleć. I to bardzo. Będzie też boleć, kiedy będziemy się bać.

Pewnie zauważyliście to na przykład przy okazji odwiedzin u fizjoterapeuty. Często nie wiemy, co nam dolega i wyobrażamy sobie to najgorsze. Kiedy fizjoterapeuta nas zdiagnozuje i powie, że to nic strasznego, że nie wykluczy nas to z czynnego uprawiania sportu, a co więcej już wie, jakie zastosować kroki lecznicze, uspokajamy się. I nagle boli mniej. Doskonale się wpisuję w tę sytuację. Jakiś czas temu zaczęły mi doskwierać bóle w środkowej części pleców. W myślach widziałam już najgorsze – przemieszczony dysk, zwyrodnienie kręgosłupa i tym podobne sprawy. Na szczęście trafiłam do fantastycznego speca fizjoterapeutycznego, który uspokoił mnie, że to tylko przeciążenie. Zaczął doprowadzać moją powięź do stanu używalności. Bolało. Jeszcze kilka dni po każdej z wizyt walczyłam z ogólnym dyskomfortem ruchowym i stanem zapalnym, wywołanym tymi oddziaływaniami. Myślę, że mogło boleć o wiele bardziej, gdybym po pierwsze nie wiedziała, czym jest wywołany ten ból, a po drugie gdybym nie miała świadomości, że jest to moja droga do wyzdrowienia.

40. km Poznań Maraton. Boli.
fot. Agnieszka Werecha

Ten ból, ach ten ból. Będzie nam towarzyszył, JAK SIĘ OKAZUJE NA SZCZĘŚCIE, przez całe życie. Ostrzeże przed niebezpieczeństwem i zmotywuje, aby się sobą zająć. Kiedy będzie mniej bolało? Jeśli nie będziemy wyolbrzymiać i uporczywie rozmyślać o sytuacjach bólowych, a wręcz przeciwnie nastawmy się optymistycznie. Pozytywne emocje na pewno pomogą. Poczucie kontroli nad sytuacją ma nie lada znaczenie. Dzięki temu jesteśmy w stanie obniżyć lęk, bo wiemy co dokładnie się stanie. W przypadku fizjoterapii najlepszy będzie więc spec, który opowie nam, co dokładnie będzie się z nami działo, jak będzie bolało i przede wszystkim, kiedy przejdzie. Jeszcze lepiej jeśli wzbudzi w Was pozytywny afekt, angażując podczas zabiegu w jakiś przyjemny i interesujący dialog. Mnie się udało znaleźć takiego fizjoterapeutę, który spełnia te wszystkie warunki. Dziękuję mu za to, bo dzięki temu bolało jakby mniej.

P.S. Długotrwały ból, trwający powyżej 3 miesięcy i występujący przy braku uszkodzenia ciała, jest chorobą. Jeśli doskwiera Wam taki przewlekły ból, zgłoście się do lekarza. Taki rodzaj bólu wymaga leczenia.