BIESZCZADYPODRÓŻUJĘ

Bieszczady. Najlepszy reset w moim życiu

Joanna580 views
Razem najlepiej!

Aż trudno w to uwierzyć, ale nasza siostrzano-braterska wyprawa „Bieszczady 2016” dobiegła końca. Nadszedł czas podsumowań. Każde z nas zrealizowało swoje marzenie o górskiej wyprawie z plecakami. W 6 dni udało nam się pokonać pieszo trasę o długości ok. 100 kilometrów. Swoją wędrówką zaznaczyliśmy na mapie pętlę rozpoczynając w miejscowości Smerek, kierując się na południowy wschód przez oblegany szczyt Smerek, julkową Połoninę Wetlińską, przeludnione Ustrzyki Górne, uroczą Połoninę Caryńską, znowu przeludnione Ustrzyki Górne, całkiem stromy Szeroki Wierch, komercyjną Tarnicę, urzekający Halicz, dziewiczy Rozsypaniec, niemal ukraińską Przełęcz Bukowską, Wołosate – miejscowość widmo, znowu znowu przeludnione przeludnione Ustrzyki Górne, hardcorową Wielką Rawkę, klimatyczną Bacówkę Pod Małą Rawką, równie hardcorową Małą Rawkę, smaczną Wetlinę, finiszując w punkcie wyjścia, czyli miejscowości Smerek.

Moje Bieszczady
Moje Bieszczady
Połonina Caryńska
Połonina Caryńska
Widok z Rozsypańca
Widok z Rozsypańca

Nie byliśmy w stanie utrzymać wyprawy w stylu 100% survivalovym, szczególnie w kwestiach jedzenia. Została nam ok. połowa puszek, które ze sobą zabraliśmy. Po dziś dzień czekają na konsumpcję. Byliśmy zdecydowanie zadowoleni z faktu, że zabraliśmy termos, co do którego w ogóle nie byliśmy na początku przekonani. Przydał się niejeden raz. Szczególnie, że o wrzątek w schroniskach nietrudno. Nawet po całkiem atrakcyjnych cenach, lub jak w Bacówce Pod Małą Rawką „co łaska do żelazka”. 😉 Na przyszłość musimy zakupić sobie porządne poliestrowe przeciwdeszczowe peleryny, a może nawet kapelusze. Podczas 2. ulewnego dnia spotkaliśmy parę przyodzianą w ten sposób. Choć wyglądali, jakby uciekli właśnie z planu zdjęciowego do jakiegoś westernu, to jednak wydawali się zdecydowanie bardziej zadowoleni niż my. Przekonałam się też, jak przydatna jest kapa przeciwdeszczowa na plecak. Podczas ulewy 2. dnia, gdy zmokłam do suchej nitki, zawartość pakunku została sucha i dzięki temu mogłam się szybko przebrać i wyruszyć na poszukiwania noclegu. Ze zdecydowanie większym wyprzedzeniem należy rezerwować noclegi w Bieszczadach, szczególnie w Wołosatem. 😉 W końcu zjeżdża tu na wakacje cała Polska. Poza tym już teraz preferowałabym noclegi tylko w pokojach dwuosobowych. Kiedy nikt inny nie chrapie, czy w inny sposób nie zakłóca ciszy nocnej, zdecydowanie lepiej można wypocząć przed eskapadą zaplanowaną na kolejny dzień. Pod warunkiem że nie biegniemy w Bieszczadach „Rzeźnika”, to nie ma sensu zabierać ze sobą sprzętu do biegania. (Chyba, że jako przebranie w deszczowy dzień.) Wędrówka z plecakiem wyciskała ze mnie siódme poty i pomimo szczerych chęci, na bieganie nie miałam już po prostu sił. Choć nasze plecaki wydawały się naprawdę ciężkie, to muszę przyznać, że wykorzystaliśmy wszystkie rzeczy, które ze sobą zabraliśmy. No może poza folią termiczną, której na szczęście nie potrzebowaliśmy.

Wetlina, Chata Wędrowca
Wetlina, Chata Wędrowca

Najlepszą decyzją było to, że zabraliśmy siebie nawzajem. Wyjazd z Bratem, którego z racji mojego pomieszkiwania za granicą, przez ostatnich kilka lat widywałam sporadycznie, był świetnym doświadczeniem. Udało nam się umocnić naszą siostrzano-braterską więź i poznać się z trochę innej strony. Po raz kolejny przekonałam się, że pomimo jedenastoletniej różnicy wieku nadal się świetnie rozumiemy i mamy wiele wspólnych tematów do rozmów. Zrozumiałam, że pomimo swego młodego wieku to on w naszej diadzie bywa często tą „rozsądniejszą dorosłą” osobą. On z kolei zrozumiał, co myśli moja druga połówka mówiąc, że mam 3 żołądki – jeden na uniwersalnym miejscu i dwa dodatkowe w udach. Fakt. Straszny ze mnie obżartuch!

Razem najlepiej!
Razem najlepiej!

Po raz kolejny uświadomiłam sobie, że jestem wojownikiem. Ostatnie lata życia za granicą nauczyły mnie, że poradzę sobie ze wszystkim, co zależy ode mnie i na co mam wpływ. To uczucie umocniło przebiegnięcie maratonu w 2014 roku, a teraz dodatkowo ten „górski slalom z przeszkodami”. Co mi dał ten wypad w Bieszczady? Wyciszyłam się po kilkuletnim życiu w wysokostymulującym środowisku (tak! nawet pomimo liczebności turystów na bieszczadzkich szlakach), utwierdziłam się w przekonaniu, że silna ze mnie bestia, no i wypróbowałam coś nowego. Nie musicie jechać na drugi koniec Polski, żeby tego doświadczyć. Ale w Bieszczady warto, bo jest tam po prostu magicznie. Przynajmniej na tych mniej uczęszczanych szlakach… 😉