BIESZCZADYPODRÓŻUJĘ

Połonina Wetlińska. Noc w Chatce Puchatka

Joanna2 comments691 views
Po nieprzespanej nocy w Chatce Puchatka

DZIEŃ 1. O godzinie dziewiątej z minutami owego pięknego sierpniowego poranka zarzuciliśmy na plecy nasze tonowe plecaki, opuściliśmy niezbyt gościnną wieś Smerek i wyruszyliśmy w drogę. Już kilkanaście pierwszych minut upłynęło pod znakiem dopasowywania się z plecakiem. A to za ciasno, a to za luźno. Za nisko, za wysoko. Okazało się, że z moimi 162 cm wzrostu jestem takim krasnalem, że nawet ustawienie stelaża na rozmiar XS niewiele pomaga… No cóż nie było już odwrotu. Zza horyzontu wyłaniał się leśny szlak…

Smerek zdobyty!
Smerek zdobyty!

Jak wielkie było moje zaskoczenie, kiedy po kilkunastu minutach musiałam stwierdzić, że Bieszczady (najwyższy szczyt – Tarnica 1 346 m n.p.m.) to wcale nie takie pagórki. Przyjeżdżając tu bezpośrednio z Tatr Zachodnich na Słowacji (najwyższy szczyt – Baníkov 2 178 m n.p.m. i tak przez nas niezdobyty) wydawało nam się, że będzie tu nieporównywalnie bardziej płasko… Płasko zdecydowanie nie było, a my po godzinie byliśmy już trochę spoceni i zmęczeni. Przy czym nie uważam, żeby brakowało nam kondycji. Dzielnie celowaliśmy w pierwszy szczyt naszej wyprawy – Smerek (1 222 m n.p.m.). Tuż przed szczytem czekała nas kolejna niespodzianka – mega strome schody. Z moim plecakiem pokonywałam je w pozycji grzybiarza, co musiało wyglądać dość komicznie. Na Smereku czekało nas dość niemiłe zaskoczenie – dosłownie tłumy turystów. Gdzie ta oaza spokoju pytałam siebie w duchu, a później już i na głos Brata.

Widok na Połoninę Wetlińską
Widok na Połoninę Wetlińską

Miejscem naszego dzisiejszego noclegu był schron turystyczny Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej (1 228 m. n.p.m.). Opuszczając Smerek mieliśmy jeszcze przed sobą Przełęcz Orłowicza (1 075 m n.p.m.), puszkę Paprykarza Szczecińskiego (160 g) i Osadzki Wierch (1 253 m n.p.m.). Do Chatki Puchatka dotarliśmy w takim stanie, że nie była nam straszna nawet Cola w cenie 5 zł za puszkę. (Swoją drogą po tym, jak dowiedziałam się, że prowiant jest donoszony do schronisk na plecach przez ludzi zwanych „nosiczami”, bardziej łaskawie patrzę na ceny. Zawsze myślałam, że to helikopter zaopatrza. :P)

Moje ulubione zdjęcie z widokiem na Połoninę Wetlińską
Moje ulubione zdjęcie z widokiem na Połoninę Wetlińską

Hurra! Prawie 14 km za nami. Cieszyliśmy się na nocleg w tym mało cywilizowanym miejscu bez bieżącej wody i elektryczności. Dotarliśmy tam jako pierwsi nocujący, więc mogliśmy sobie wybrać miejsca do spania. I wcale nie była to przysłowiowa gleba (nocleg na ziemi z własnym wyposażeniem). Chatka Puchatka dysponuje bowiem relatywnie dużym zapleczem noclegowym. Na pierwszym piętrze, tuż pod strzechą, znajdują się dwa pokoje, razem z około 20 miejscami na pryczach, jedno- lub dwuosobowych. Dodatkowo przy pełnej obsadzie góry zostaje gleba na dole. Jak już wspomniałam byliśmy pierwsi, dlatego wybraliśmy sobie najbardziej „luksusowe” prycze tuż przy oknie.

Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej
Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej

Schron Turystyczny Chatka Puchatka

Chatka Puchatka. O lodówkę nie pytać!
Chatka Puchatka. O lodówkę nie pytać!

Przekąszając kolację z puszki cieszyliśmy się na zaśnięcie o zachodzie słońca i pobudkę o wschodzie. Jakże naiwne były nasze wyobrażenia! Prawie przez całą noc nie zmrużyliśmy oka! Pewien pan z nadmiarowymi kilogramami i zapewne zmęczony po górskich wędrówkach, dosłownie zagłuszał ciszę nocną swoim monstrualnym chrapaniem. W życiu nie słyszałam, żeby ktoś wydawał z siebie tak głośne i irytujące dźwięki. Rozzłoszczona do granic możliwości próbowałam go nawet obudzić o 3 w nocy. Miałam nadzieję, że przy ponownym zasypianiu, da mi, przepraszam nam, wszystkim, choć chwilę wytchnienia. Nie minęły trzy sekundy od momentu, kiedy spojrzał na mnie i powiedział przepraszam, a już chrapał w najlepsze. Nawet nie zdążyłam wrócić na swoją prycz… Wszyscy odetchnęli dopiero po 6 rano, kiedy jegomość się ulotnił. Nauczka na przyszłość – jeśli zamierzamy spać w sali kilkuosobowej, nie zapominajmy zabrać ze sobą stoperów do uszu.

Wieczorny widok sprzed Chatki Puchatka
Wieczorny widok sprzed Chatki Puchatka
Wieczorny widok zza Chatki Puchatka
Wieczorny widok zza Chatki Puchatka

Nasz start kolejnego dnia, przez ogromne zmęczenie, trochę się przeciągnął. Na szczęście miało to też pozytywną stronę. Poznaliśmy przesympatycznego Julka, który opiekuje się Chatką Puchatka. Udzielił nam kilku rad. Mieliśmy obserwować wiatr (łatwo mówić) i schodzić z gór w przypadku napotkania przez burzę (też łatwo mówić). Wzięliśmy je sobie do serca i ruszyliśmy dalej. Z podkrążonymi oczami i bez energii…

Joanna po nieprzespanej nocy w Chatce Puchatka
Joanna po nieprzespanej nocy w Chatce Puchatka

CDN.