KUBAPODRÓŻUJĘ

Kuba, czyli „Nie taka już młoda kobieta i morze”

Joanna543 views
Kuba, Hawana. La Bodeguita del Medio

„Stary człowiek i może?” Może i może. Jednak nie to będzie tematem moich rozważań. „Stary człowiek i morze?” Już bliżej. Tylko protagonista nie ten. „Nie taka już młoda kobieta i morze.” Bingo! Tylko czy Ernest Hemingway wybaczy mi ten plagiat? Jest szansa. Piszę przecież o jego ukochanej wyspie. O wyspie jak wulkan gorącej. O wyspie o wielu obliczach. O Kubie.

Droga do raju?

Choć podróżnik ze mnie urodzony, to do tej pory nie wyściubiłam nosa poza Europę. Aż do pewnego majowego dnia roku pańskiego 2018. Moja druga połówka i ja wsiadamy do samolotu i lecimy w siną dal. Już sama wizja dalekiej podróży jest ekscytująca. Pikanterii dodaje fakt, że naszym celem jest Kuba, którą to odwiedzić chcieliśmy od zawsze.

Ołów w roli głównej

Na miejscu, tuż po policzku, który wymierza nam kubański klimat, wita nas eksplozja kolorów i dźwięków. Po przebyciu 1 kilometra wypożyczonym samochodem, zaczyna on niemiłosiernie warczeć. Samochód, nie kilometr, ma się rozumieć. Wracamy więc do wypożyczalni z zamiarem wymiany auta. Reakcja obsługi jest niemniej zaskakująca jak sam warkot. „Tutaj to normalne. Nasza benzyna jest… ołowiowa.” W Hawanie przekonuje się o tym również moja głowa, która boli niemalże przez cały pobyt. Chyba odkrywa nieznaczne odchylenie od wdychanego na co dzień szwajcarskiego powietrza.

Kuba, Hawana. Amerykańskie samochody

Jaka jest prawdziwa Kuba?

Zastana rzeczywistość pod żadnym względem nie przypomina Kuby z turystycznych prospektów biur podróży. Gdzież laguny szmaragdowe i plaże z piaskiem białym i sypkim niczym cukier puder? Gdzież białozębni turyści, pociągający przez słomkę drinka z palemką? Nie wiem gdzie. Jakoś mnie to mało obchodzi. Bo my tutaj jesteśmy po to, aby poznać tę prawdziwą Kubę. Ze wszystkimi jasnymi i ciemnymi stronami. Cel realizujemy pierwszorzędnie.

Kuba, Viñales. Kubańska wieś

Kuba, Hawana. Ciemna strona wyspy

Kubańczyk. Kto to taki?

Przekonujemy się, że nie ma uniwersalnego profilu mieszkańca wyspy. Kubańczycy to jeden wielki misz-masz. Uroda tubylców doskonale odzwierciedla historię ich ojczyzny. Kuba w krwawy sposób przechodziła z rąk do rąk białych najeźdźców. Rdzenną ludność wyspy – Indian Taino wytrzebiły choroby przywiezione przez Hiszpanów z Europy. W żyłach dzisiejszych Kubańczyków płynie głównie hiszpańska i afrykańska krew. Z domieszką tej Taino. Serdeczność mieszkańców wyspy ujmuje za serce. Z kolei sposób postrzegania przez Kubańczyków turystów złości niemiłosiernie. Biały podróżnik jawi im się jako chodzący worek z pieniędzmi. „Maj frend” zasłyszane na ulicy zwiastuje ofertę przejażdżki taksówką, zaprowadzenia do „najlepszej w mieście” restauracji, czy sprzedaż cygar. Wszystko oczywiście za horrendalnie zawyżone ceny.

Kuba, Viñales. Hasła propagandowe

Kuba, Hawana. Kubanki w akcji

Z „lekką” nutką… socjalizmu

„¡Socialismo o muerte!” (pol. „Socjalizm albo śmierć”) głoszą propagandowe hasła pojawiające się w miastach i wsiach. Z poboczami autostrad włącznie. To właśnie tenże ustrój i izolacja od świata zewnętrznego, powoduje nasilenie takich „wyłudzających” zachowań. A że przeciętny turysta w znacznym stopniu takie zachowania wzmacnia, to te mnożą się na potęgę. Zawsze chętnie pomagam, jak tylko mogę. Tylko sama chcę decydować, kogo i w jaki sposób wesprę.

Kuba wschodnia. Propaganda

Czy się stoi, czy się leży, dużo pesos się należy.

Przeciętna miesięczna wypłata w wysokości 20 dolarów śmiało zniechęca do angażowania się w pożyteczną pracę. O zawodach zaufania społecznego nie wspominając. Lekarz zarabia rzekomo całe 40 dolarów. Przy czym chodzą słuchy, że za przepracowane lata nie dostaje się nagrody w postaci podwyżki. Za to zawsze istnieje ryzyko obniżki. Jak ci ludzie mają normalnie funkcjonować, kiedy docierają do nich tak sprzeczne bodźce?! Po co zatem tyrać? Lepiej zarabiać w prosty sposób, na turystach! Jedna przejażdżka amerykańską hybrydą z lat ‘50 i już 50 dolarów w kieszeni. Przepraszam 50 CUC-ów, czyli Peso Cubano Convertible (pol. Kubańskie Peso Wymienialne). Czyli pożądanej przez Kubańczyków waluty.

Kuba, Santiago de Cuba. Przydrożny handel

Ale jak, że dwie waluty?!

Tak, Kuba ma 2 waluty! Waluta turystyczna się ceni, bo można ją wymienić na jakąkolwiek zagraniczną. Z kolei dzięki temu Kubańczycy uzyskują dostęp do dóbr na Kubie niedostępnych. Jak bardzo niedostępnych? Otóż zdarza się, że opony samochodowe są łatane prezerwatywami, bo łatek brak. Ale chwila… Skąd te prezerwatywy?! Z kolei w łazienkach większości casas particulares (pol. prywatne domy oferujące noclegi) widnieją prysznicowe zasłonki z… gołymi babami! Wygląda na to, że na Kubie jest tylko jedna firma produkująca te cacka, a może raczej… cycki.

Kuba i Polska mają coś wspólnego

Drugą kubańską walutą są tak zwane CUP-y czyli Peso Kubańskie zwane również Walutą Narodową. Tą operują autochtoni. 1 CUP to 25 CUC-ów. CUC-e to coś jak „dewizy” w czasach PRL-u w Polsce. Na Kubie z walutą turystyczną, czyli z CUC-ami śmiało można odwiedzić supermarket. Zupełnie jak kiedyś w Polsce ze wspomnianymi „dewizami” Pewex. Wszystko, co przeznaczone dla turystów kosztuje krocie więcej niż dla tubylców. Kubańczyk zje obiad za 50 CUP-ów, a turysta wyda co najmniej 5 razy więcej. Przy czym na jego talerzu zagości zazwyczaj to samo…

Kuba, Hawana. Targ owocowy

„Słodka” Kuba

Historia krwawo rozprawiła się z Kubą. Z racji wysokich wpływów do budżetu z eksportu trzciny cukrowej, rolnictwo kubańskie stało się monokulturą. Niemałą rolę odegrało dziękowanie ZSRR cukrem za „pomoc” gospodarczą, którą Kubie swego czasu udzielił „Związek Sierpa i Młota”. Tak bardzo zaniedbano uprawę innych gatunków, że różnorodność warzyw na Kubie sprowadza się do: ogórka, pomidora, fasoli, papryki, cebuli i czosnku. Kubańskie dzieci zdecydowanie nie wybrzydzają na widok warzyw. Wcinają aż im się uszy trzęsą.

Nowe smaki

Z racji, że jestem strasznym obżartuchem moje uszy też się często trzęsą. Również na Kubie. Poznaję nowe smaki, które przyprawiają mnie o zawrót głowy. Gdy po raz pierwszy próbuję Batida de guanábana (pol. koktajl z flaszowca miękkociernistego; brzmi co najmniej jak formalina) czuję fajerwerki. Niczym szczurek Remy z bajki Ratatuj, gdy odkrywa połączenie smakowe sera i truskawki. Gdy próbuję chipsów bananowych, pokaz fajerwerków nadal trwa. Na Kubie ten chrupiący przysmak zastępuje klasyczne dodatki obiadowe. Zajadam się nim bez opamiętania!

Kuba, Hawana. Chipsy bananowe w restauracji Tablazo

Delirios nie tremens

Różnorodność gastronomiczna niby ograniczona, ale prawdziwe obżartuchy jak ja znajdą dobre jadłodajnie i na Kubie. Moje serce podbija restauracja D’Lirios w centrum Hawany. Śmiało może konkurować z najlepszymi restauracjami, które znam. Wystarczy zaledwie chwila, aby z kubańskiej gwarnej ulicy uciec do równoległego świata. I wcale nie trzeba się teleportować. Wystrój niczym z Sheratona. Obsługa również na miarę światowego eksperta. Na sali aż roi się od kelnerów, którzy zdecydowanie znają swój fach. Smaki podbijają podniebienia. Ja zakochuję się w tradycyjnym kubańskim deserze. Tarty kokos z laskami cynamonu i plastrami żółtego sera to dopiero są fajerwerki!

Kuba, Hawana. Restauracja D'Lirios

Mam coś wspólnego z Hemingway’em

Ekscytacja ustępuje spokojowi duszy, kiedy uciekamy od kubańskiego zgiełku na Cayo Guillermo. Przy czym chodzi tu o taki prawdziwy spokój nie mający nic wspólnego z „nenufarem na tafli jeziora”.  Na tutejszej plaży – Playa Pilar – odnajduję mój raj na Ziemi! Podobnie zresztą jak swego czasu Hemingway. Uwielbiał uciekać tutaj od przepełnionej bodźcami kubańskiej rzeczywistości. O tym jak bardzo, świadczy fakt, że plaża nosi imię jachtu własności Hemingway’a. Z kolei opiekun łodzi Pilar stał się pierwowzorem głównego bohatera książki „Stary człowiek i morze”. „Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać.” A za samego „Człowieka” to nawet Nobla można dostać. No może nie za samego…

Kuba, Playa Pilar. Moje miejsce na Ziemi

Moje miejsce na Ziemi

Playa Pilar to właśnie ten szmaragd i cukier puder, którego nadaremno szukać w Hawanie. Plaża żyje własnym życiem. Podczas przypływu radykalnie się pomniejsza, by ustąpić miejsca turkusowej wodzie, mieniącej się w słońcu. Pływanie z maską odpręża. Płycizna ciągnąca się jeszcze daleko od brzegu nie skrywa bujnej fauny i flory. Ale czasami po prostu więcej nie potrzeba… No może poza obiadem serwowanym na plaży.

Kuba, Playa Pilar. Plażowiczka

Kuba. Tu bi continjułed…

Nie sposób „zamknąć’ Kubę w jednym wpisie. Aby zyskać na jakości, będę kontynuować moją kubańską narrację, w szczegółach. W rolach głównych pojawią się: ludzie, miejsca, smaki i zapachy. Doświadczenia, które na zawsze zostaną w mojej pamięci. I te dobre i te złe. Nie zabraknie przygotowań do samodzielnej podróży po Kubie oraz porad turystycznych. Z uśmiechem na ustach wracam do podróżniczych piątków. Tym razem z Kubą w roli głównej. W najbliższe piątkowe poranki będę konfrontować Kubę z prospektów turystycznych z Kubą prawdziwą. A wszystko to w serii „Nie taka już młoda kobieta i morze.”