LAJFSTAJLUJĘ

Bookcrossing. Raj dla mola książkowego.

Joanna239 views
Bookcrossing w Vaduz

Pewnego deszczowego dnia przemierzałam tramwajem ulice Zurychu, aby dotrzeć na lunch z moją drugą połówką. Mieliśmy spotkać się w jego biurze. Nie jest w moim zwyczaju pojawiać się na umówione spotkania za wcześnie, ale tym razem jednak dotarłam przed czasem. Nie znoszę pasywnie czekać, więc postanowiłam wysiąść przystanek dalej i wrócić spacerem. Wtedy moim oczom, jak gdyby nigdy nic, ukazała się szafa pełna książek. Jak przystało na rasowego mola książkowego zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia. Tak właśnie, zupełnie przypadkiem natknęłam się na ideę Bookcrossingu. Znacie? Lubicie?

Książki moja miłość

Książki kocham od zawsze. W podstawówce umilałam sobie polekcyjne godziny, spędzane w świetlicy, odwiedzinami w bibliotece szkolnej. Czasami nawet trzykrotnymi w ciągu jednego dnia.W gimnazjum zaczytywałam się w „Jeżycjadzie” Małgorzaty Musierowicz. W ramach kółka dziennikarskiego założyłyśmy Fanclub autorki, a raz nawet udało nam się zorganizować spotkanie z naszą idolką. Byłyśmy tak podekscytowane, że chciałyśmy zachować na pamiątkę szklankę z odciskiem ust Małgorzaty Musierowicz.

Liceum rozpaliło nową miłość o imieniu Erich Maria Remarque. Lektura wojennej i międzywojennej rzeczywistości w jego wykonaniu stanowiła dla mnie najlepszą ucieczką od, w większości beznadziejnych, lektur szkolnych.Na studiach przez moje oczy i ręce przeszły setki książek. Na Psychologii Rozwojowej pochłanialiśmy setki stron tygodniowo. W czasie studiów zaczęłam też czytać po niemiecku. Dla przyjemności. Najpierw Remarque’a, później współczesne kryminały.

W moim czeskim rozdziale życia uzbierałam całkiem pokaźną biblioteczkę, w różnych językach. Głównie niemieckim, angielskim i czeskim. Czeka tam też na swoją kolej Gabriel García Márquez i jego „Sto lat samotności”. Po hiszpańsku. Najpierw jednak muszę się podszkolić językowo. Moja każda delegacja do Niemiec kończyła się zakupem kolejnej pozycji Nele Neuhaus. Teraz czytam wszystko, co mi wpadnie pod rękę. O ile rozumiem, to nawet nie wnikam w jakim to języku.

Kryminały Nele Neuhaus

Bookcrossing, czyli z ręki do ręki

Jeśli podobnie jak ja uwielbiacie czytać, pomyślcie sobie jakim rajem na ziemi jest miejsce, gdzie możecie sięgnąć po nową lekturę. Bez opłat, bez dodatkowych formalności i właściwie bez zobowiązań. Nie wydajecie pieniędzy, nie zakładacie kart w bibliotece, nie pilnujecie terminów zwrotu. Po prostu raj! Bookcrossing daje nam, uzależnionym od książek, takie możliwości.

Ta marketingowo brzmiąca nazwa skrywa w sobie idę puszczania książek w obieg poprzez bezpłatne pozostawianie ich w specjalnie do tego przeznaczonych miejscach publicznych. Ja osobiście spotkałam się z szafami, ale mogą to być również regały, półki, stoliki, czy też inne, bardziej egzotyczne meble lub miejsca. Każdy może się sam obsłużyć i wybrać ze zbioru swojego faworyta. Oczywiście w zamian miałby przynieść jakiś przeczytany tom, lub zwrócić wybraną książkę po jej lekturze. Motto bookcrossingu mówi, że książki nie lubią kurzyć się na półkach w domach, ale pragną krążyć z rąk do rąk i być czytane.

Bookcrossing zrodził się, gdzieżby indziej niż w Stanach Zjednoczonych, prawie 20 lat temu. Inicjatorem był, o dziwo, programista komputerowy Ron Hornbaker. Nie dziwi już z kolei to, że wszystko zaczęło się od strony komputerowej, która gromadzi krążące książki. To trochę inna odmiana Bookcrossingu niż ta, o której piszę. Nie miałam z nią jeszcze do czynienia, ale jak tylko obadam, podzielę się wrażeniami.

Bookcrossing w Polsce

Polska musiała czekać na launch bookcrossingowych przybytków 2 lata od momentu inicjatywy w Stanach. Wikipedia, z wypiętą piersią, twierdzi mi tu, że są miasta w Polsce, które mogą się takimi miejscami wymiany książek poszczycić. Obiła mi się o uszy Warszawa, mój rodzinny Poznań, a nawet Konin. Tyle że tam ponoć nie zrozumieli idei, bo szafa stoi pusta. A raczej stała, bo wieści pochodzą z 2015 roku, Czy jakiś mieszkaniec Konina może zaktualizować informacje? Jak z pozostałymi miastami? Znacie takie miejsca z własnego podwórka?

Bookcrossing w Zurychu

Wróćmy jeszcze na chwilę do Zurychu, gdzie aktualnie mieszkam. Jeśli są tutaj miłośnicy książek z ZH i okolic, niech uważnie czytają. Wspomniana przeze mnie szafa znajduje się na Stampfenbachstrasse tuż przy ISAP. ISAP to Szkoła Psychologii Analitycznej założona przez samego C. G. Junga. Carl może być dumny, bo lokalizacja szafy nie jest przypadkowa. Inicjatorem jest właśnie ISAP. Forever Jung! Kto zna mema, temu teraz kąciki ust wędrują w górę.

Bookcrossing w Zurychu
Bookcrossing w Zurychu
Bookcrossing w Vaduz

Jest jeszcze jedna szafa, która podbiła moje serce. Tym razem w Vaduz. Przepiękny mebel zajmuje honorowe miejsce nieopodal Biblioteki Narodowej w Liechtensteinie. Powstał z okazji 50-lecia istnienia tej instytucji. Zachwyca nie tylko wyglądem, ale i hojną zawartością. Pracownicy biblioteki twierdzą, że książki rotują w bardzo szybkim tempie. Przybywa też dużo nowych. Tutaj beneficjenci zrozumieli. 😉 Od 2011 roku zachęca przechodniów do włączenia się w ideę Bookcrossingu.

Bookcrossing w Vaduz
Bookcrossing w Vaduz

Nie wiem jak Wam, ale mnie ta idea zdecydowanie przypadła do gustu. Już na samą myśl, że będę mogła zobaczyć, co nowego oferuje dzisiaj szafa, dostaję gęsiej skórki. Z ekscytacji, oczywiście. Ponieważ jestem świeżo po przeprowadzce znajdzie się na pewno też mnóstwo książek, które będę mogła posłać w świat. Bo przecież książki nie lubią kurzyć się na półkach w domach, ale pragną krążyć z rąk do rąk i być czytane. I jeszcze coś „Niektórzy sądzą, że to książka wybiera nas.”