Kategoria: BIESZCZADY

Razem najlepiej!
BIESZCZADYPODRÓŻUJĘ

Bieszczady. Najlepszy reset w moim życiu

Joanna

Aż trudno w to uwierzyć, ale nasza siostrzano-braterska wyprawa "Bieszczady 2016" dobiegła końca. Nadszedł czas podsumowań. Każde z nas zrealizowało swoje marzenie o górskiej wyprawie z plecakami. W 6 dni udało nam się pokonać pieszo trasę o długości ok. 100 kilometrów. Swoją wędrówką zaznaczyliśmy na mapie pętlę rozpoczynając w miejscowości

KLIKNIJ PO WIĘCEJ...
Mój wędrowny kompan
BIESZCZADYPODRÓŻUJĘ

6. dzień na szlaku. Gdzie jest ten Smerek?!

Joanna

DZIEŃ 6. W Bacówce Pod Małą Rawką wyspałam się jak dziecko. To był zdecydowanie najprzyjemniejszy i najspokojniejszy nocleg podczas naszej wyprawy. Wstaliśmy skoro świt, aby krótko po 8 wyruszyć na szlak już po raz ostatni. Ponieważ bacówkowy bar był jeszcze zamknięty zmuszeni byliśmy dobrać się do naszych konserwowych zapasów. Dość

KLIKNIJ PO WIĘCEJ...
Bieszczady to nie pagórki! A już na pewno nie wejście na Wielką Rawkę!
BIESZCZADYPODRÓŻUJĘ

Mała Rawka, wielki wysiłek i ruskie pierogi

Joanna

DZIEŃ 5. Wczorajszą wyprawę boleśnie odczuliśmy na naszej skórze. Delikatnie mówiąc troszkę się przypiekliśmy promieniami wczorajszego wspaniałego słońca (czytaj w Części 5.). Dziś był ten dzień, kiedy opuszczaliśmy na dobre Ustrzyki Górne. Nasz pobyt tutaj zakończyliśmy, jak zwykle przepysznym, twarożkowym śniadaniem w barze Kremenaros. W chwilę później zarzuciliśmy, znowu!, plecaki

KLIKNIJ PO WIĘCEJ...
Trochę jakby ciężko...
BIESZCZADYPODRÓŻUJĘ

Połonina Caryńska. Znowu wyszło słońce!

Joanna

DZIEŃ 3. Znowu wyszło słońce! Dosłownie i w przenośni. Z prędkością światła spakowaliśmy się i ulotniliśmy z naszego ostatniego, delikatnie mówiąc niezbyt przyjemnego, lokum (czytaj w Części 3.). Wraz z plecakami pognaliśmy do baru Kremenaros, gdzie, jak nigdy przedtem, rozkoszowaliśmy się ciepłym śniadaniem. Jajecznica, kawa. Mhm. I ten twarożek, którego

KLIKNIJ PO WIĘCEJ...
OMG! Ale mgła...
BIESZCZADYPODRÓŻUJĘ

Ustrzyki Górne. W poszukiwaniu noclegu

Joanna

DZIEŃ 2. Przez tego wstrętnego, chrapiącego dziada z Chatki Puchatka (czytaj w Części 2.) w ogóle nie mieliśmy siły na dalszą wędrówkę. Pogoda nie rozpieszczała. Góry spowite były mgłą, która znacząco utrudniała widoczność. Czuć było nieprzyjemną wilgoć i właśnie zaczynało mżyć. Naszym celem na dzisiaj była Połonina Caryńska (1 297 m

KLIKNIJ PO WIĘCEJ...
1 2
Page 1 of 2