BIEGAMTRENING

Ostatnie przygotowania do maratonu. ZH, nadchodzę!

Joanna570 views
Spojrzenie w przyszłość

Jeszcze niedawno był grudzień. Wtedy to wpadłam na pomysł przebiegnięcia maratonu. Drugiego w moim życiu. Wybór miejsca nie był zbyt skomplikowany. Padło na Zurych. Dlaczego? Bo tu mam jednego z najwierniejszych kibiców. Bo trasa piękna i płaska. Bo to moje marzenie. Nie odstraszyła mnie nawet horrendalna cena pakietu. Zaczęłam trenować pełną parą. Walczyłam ze sobą, zgłębiałam wiedzę biegową, uczyłam się siebie jako biegaczki. No i mamy w końcu tydzień startu. Jest już lekki stresik, ale i ekscytacja. Ciekawość wzbudzona, jak wyglądają moje ostatnie przygotowania do maratonu? Zapraszam do dalszej części wpisu.

Uprzedzam pytanie „Na ile ten maraton?” 😉 Królewski dystans to zawsze i niezmiennie 42,195 km. I dla mnie to już konkretne wyzwanie. O ile o półmaratonie (21,0975 km) myślę jako o „swoim dystansie”, to maraton budzi we mnie wielki respekt. Już w najbliższą niedzielę zmierzę się z tym kolosem po raz drugi w moim życiu. Zürich Marathon, nadchodzę! Czuję niesamowitą ekscytację, ale też nie lada stres. Jak tu nie „spitolić” kilku miesięcy przygotowań? Odpowiedź jest prosta. Nie „popuszczać”. Przygotowywać się do samego końca. I wcale nie chodzi o maniakalne kręcenie kilometrów do sobotniego wieczora.

Zürich Marathon. 9. kwiecień 2017

Bieganie? Nie, dziękuję.

Najlepszą receptą jest odpocząć przed zawodami. Już kilka razy sprawdziły mi się starty „ze świeżych nóg”. Chociażby w półmaratonie, czy na krótszych dystansach. Wyniki były wtedy zaskakująco dobre. Podążając za planem treningowym w mojej ulubionej aplikacji Strava wczoraj zrobiłam ostatni mocniejszy trening interwałowy. Jutro już tylko lekkie wybieganie. Taki nawet nie godzinowy „easy run” dla przyjemności. Jeszcze porządnie się rozciągnę i „wyroluję” i będę czekać na niedzielę.

Co w głowie, to w nogach

Długoterminowe plany treningowe pozwalają przygotować nasze ciało na maratońskie obciążenie. Nie zapominajmy jednak o głowie. Ona dochodzi do głosu, kiedy ciało już nie może. Albo pomoże, albo zaprzepaści wszystko. Dlatego tak ważne jest już wcześniej przygotować sobie strategię działania na trasie, aby głowa była naszym sprzymierzeńcem. Przeczytałam ostatnio o świetnej metodzie (niestety nie pamiętam źródła) i zamierzam ją zastosować. Chodzi w niej o to, aby podzielić sobie maraton na mniejsze części i myśleć właśnie o każdej kolejnej. Cieszyć się na nią i nagradzać tuż po. Mogą nimi być na przykład: punkty odżywcze, miejsce, gdzie wyczekują nas nasi kibice, sportowi paparazzi, etc.

Zürich Marathon 2017. Trasa wzdłuż lewego brzegu Jeziora Zuryskiego.

Carboloading. I nie chodzi o bezkarne obżarstwo!

Pojęcie ładowania węglowodanami zawsze kojarzyło mi się z pizzowo-makaronowym szaleństwem z dodatkiem ulubionych ciasteczek. Otóż, ku mojemu zaskoczeniu, to nie tak. Chodzi o zrównoważone zwiększenie przyjmowanych węglowodanów (raczej tych zdrowych) na 3 dni przed startem. Celem oczywiście jest doładowanie naszego mięśniowego paliwa – glikogenu. Bardzo chciałam tym razem to zastosować. Niestety przekonałam się, że mój żołądek i jelita wariują po zbyt dużej dawce węglowodanów. Nie pozostaje mi nic innego, jak jeść przed startem zdrowo i nie obżerać się za bardzo. Choć makaronu na sobotniej Pasta Party nie odpuszczę. 😉

Dobranoc. Śpij dobrze.

Sen jest jednym z kluczy do sukcesu. Wtedy nasz organizm ma czas i najlepsze warunki ku temu, aby się zregenerować. Dlatego też szczególnie teraz na tydzień przed startem, w ramach ostatnich przygotowań przed maratonem, postanowiłam szczególnie pilnować godziny pójścia spać. Nie będę sobie sabotowała sukcesu. Moje 7 godzin z hakiem muszę przespać.

Tak, wiem co, gdzie i jak.

Czasami niepotrzebnie dokładamy sobie stresu odsuwając zapoznanie się ze szczegółami organizacyjnymi maratonu na ostatnią chwilę. TYM RAZAEM zawczasu przeglądam broszurę organizacyjną. Acha. Miejsce startu i meta są całkiem niedaleko siebie. Biegniemy chwilę przez centrum Zurychu, w tym jedną z najdroższych ulic handlowych świata, Bahnhofstrasse. Później trasa prowadzi wzdłuż Jeziora Zuryskiego. Przetestowałam już część tego odcinka poza miastem i widoki są tam… po prostu obłędne. Mapa pokazuje gęsto usiane punkty odżywcze. Razem jest ich aż 13! Serwowane są przeróżności. Woda, napoje izotoniczne, banany, batony energetyczne, żele… Ja jednak mam w planie skorzystać tylko z napojów. Żele mam swoje, wypróbowane. Nie chcę eksperymentować, bo w dzień startu to nigdy nie jest dobry pomysł. Na poznańskim maratonie w 2014 roku w chwili kryzysu na ok. 36 km z nadzieją poczęstowałam się kawałkiem czekolady. Przez kolejne dwa kilometry walczyłam z czyhającym „pawiem”. Jeśli chodzi o odbiór pakietu, to po mój numer startowy 3287, który mam nadzieję przyniesie mi szczęście, wybieram się do maratońskiego Expo w sobotę. Mam w planie połączyć to z Pasta Party i zawieraniem nowych biegowych znajomości.

Żele energetyczne

Ostatnie przygotowania do maratonu to dzień startu dopięty na ostatni guzik

W dzień maratonu nie ma miejsca na improwizację. Żeby nie dokładać sobie stresu najlepiej zaplanować wszystko wcześniej. Ciuszki mam już wybrane i wyprane. Zamierzam biec w jednej z moich ulubionych koszulek, którą zostałam obdarowana na 30. urodziny przez team z mojej poprzedniej pracy. Buciki też już wybrane. Muszę je tylko trochę wypucować. 😉 Żele zakupione. Transport i czas konsumpcji żeli zaplanowane. Ze śniadaniem też nie będę eksperymentować. Bułeczka z miodem, banan i herbatka z cukrem będą w sam raz. Start jest o godzinie 8:30, zatem na śniadanie budzę się po 5:00 a na start wyruszam ok. 7:30.

Osobiści kibice na trasie to połowa sukcesu

Poznański maraton w 2014 był dla mnie nie lada przeżyciem nie tylko ze względu na to, że był moim pierwszym. Odbywał się w rodzinnym mieście, a na trasie dopingowało mi 20 bliskich mojemu sercu kibiców. Dziękuję Wam, Kochani! Zatrzymując się na powitania, uściski i buziaki trochę wydłużałam czas końcowy. Finisz w 4:32:47 nie powalił na kolana, ale było warto! Teraz będę miała tylko jednego kibica, za to jednego z najwierniejszych. Moja druga, „niebiegowa” połówka dzielnie znosi moje sportowe fanaberie i wspiera, jak może. Cieszę się, że pojawi się na trasie tego dnia. Dziękuję Ci, Kochanie! :*

Poznań Maraton 2014

Regeneracja. Najlepiej uczyć się na własnych błędach

To, co zdecydowanie zaniedbałam po poznańskim maratonie w 2014 roku to regeneracja po zawodach. Po szybkim prysznicu i obiedzie w rodzinnym domu przesiedziałam 6 godzin w samochodzie w drodze do Pragi, gdzie w tym czasie mieszkałam. Dzięki najwspanialszemu mężczyźnie pod słońcem na szczęście tylko jako pasażer. Kolejny dzień też nie był litościwy, bo w przedpołudniowych godzinach gnałam już kilkadziesiąt kilometrów za Pragę na ważną konferencję, gdzie miałam być jednym z prelegentów. Także po maratonie stres się nie skończył i nie miałam ani chwili dla siebie, żeby doprowadzić do porządku swoje ciało i umysł. Teraz mam zamiar to zmienić. W zamrażalniku czeka okład pierwszej pomocy. Obiecałam sobie, że zainwestuję czas w porządne rozciąganie. No i w miarę możliwości „roztruchtam” ból w następne dni. A całą niedzielę… się relaksuję…

Ostatnie przygotowania do maratonu to nie błahostka. Dobrze się na nich skupić. Po co wyrzucać sobie później, że przez jakieś małe zaniedbania w niwecz poszły nasze kilkumiesięczne przygotowania. Moje plany co do maratonu w Zurychu były bardzo ambitne. Chciałam złamać 4 godziny. Już od jakiegoś miesiąca wiem, że to nierealistyczne. Na początku stycznia dorwała mnie paskudna, 3-tygodniowa grypa. W marcu posłuszeństwa odmówiła mi prawa łydka. Skonfrontowałam się z rzeczywistością i mój nowy, poprawiony cel to 4:15:00. Jeszcze przyjdzie czas na łamanie czwórki. ? 3 majcie za mnie kciukasy w najbliższą niedzielę od 8:30. Życzę powodzenia wszystkim startującym w najbliższych maratonach, szczególnie tych w Lipsku, Paryżu i Rotterdamie będących częstą destynacją dla polskich biegaczy. No i w Zurychu! Niech moc będzie z nami! ?