BIEGAMMOTYWACJA

Daj bieganiu jeszcze jedną szansę!

Joanna3 comments568 views
Daj bieganiu jeszcze jedną szansę! fot. Ti Amo Foto

Historii tych, co to biegać zaczęli i równie szybko skończyli jest wiele. Należycie do grona tych osób, a może macie w swoim otoczeniu takich chwilowych zapaleńców? Jak to się dzieje, że niektórzy nie łapią tego biegowego bakcyla? Zrobiłam w swoim „niebiegowym” otoczeniu mały wywiad rozpoznawczy. Początkowo ciężko było usłyszeć coś poza „nie lubię biegać i tyle”. Po chwili zastanowienia posypały się jednak konkrety. Zobaczcie, czy życie na Waszej biegowej drodze nie rzuca Wam przypadkiem kłód pod nogi. W końcu bieg przez przeszkody jest o wiele bardziej wymagający…

Raz a dobrze

Biegać próbował prawie każdy. Tyle, że na pierwszej próbie często się kończyło. Dlaczego? Była po prostu za bardzo „hardcorowa”. Wielu bieganie kojarzy się ze sprintem. Jak biegać, to tylko szybko. Toteż cisną co sił w nogach wypluwając przy tym płuca. Ten jeden raz. Na drugi trening już nigdy nie wychodzą. Na wspomnienie tego nadludzkiego wysiłku otrząsają się i pasują. A wystarczyłoby zwolnić tempo. Bieganie często kojarzy nam się z lekcjami WF-u, gdzie ocenie podlegały sprinty 60, 100 i 200. W szkole nie uczyli biegania długodystansowego. Ja na przykład odkryłam je dopiero jako dorosła osoba. Wystarczyło zwolnić tempo. Wychodząc po raz pierwszy na ścieżki biegowe, nie gnajcie przed siebie jak szaleńcy. Jeśli biegniecie tak wolno, że wstydzicie się na samą myśl o spotkaniu kogoś znajomego, to biegniecie dobrze. Ciągły bieg to za duże wyzwanie? Przeplatajcie go spacerkiem. Jestem przekonana, że myśl o kolejnym treningu zaświta w Waszej głowie. Ucieszycie się na samą myśl.

To nie ma byś sprint!
To nie ma być sprint!
Nie mogę się ruszać!

Obolałe ciało to skutek uboczny pierwszych treningów. Ja odczuwam ten dyskomfort każdorazowo po długiej przerwie. Zakwasy, „mikrourazy” mięśni, jak zwał, tak zwał, mogą trwale zniechęcić nas do kolejnego biegu. Nie warto się poddawać, bo one z czasem przejdą. Co więcej, kiedy wpadniemy w biegową rutynę, nie będą się w ogóle pojawiać. Nogi w końcu się zaadaptują do nowej sytuacji i zrozumieją, czego się od nich wymaga. W przyszłości ból będzie pojawiał się sporadycznie, tylko po mocniejszych treningach czy startach. Równie szybko będzie przechodził. Zawsze, gdy mnie boli, przypominam sobie słowa mojej trenerki z sekcji lekkoatletycznej na studiach „Jak boli, to rozbiegać”. Chyba, że chodzi o ból spowodowany kontuzją. Tego nigdy nie należy bagatelizować. To już jednak inny temat.

Jak to tak samemu?

Nawet dla średnio zaawansowanych biegaczy amatorów dłuższe dystanse pokonywane w pojedynkę mogą, ale nie muszą (!), przerodzić się w męczarnię. Dla biegaczy stawiających pierwsze kroki nużące mogą okazać się już pierwsze kilometry. Dlatego też warto znaleźć sobie biegowego kompana. Najlepiej na podobnym stopniu zaawansowania, abyście nie wypruwali sobie płuc próbując go dogonić albo też nie musieli wlec się za nim żółwim tempem. Poszukajcie w rodzinie, wśród znajomych, w Internecie. W mediach społecznościowych roi się od grup lokalnie zrzeszających biegaczy. „Zerknijcie” na FB, Instagram, aplikacje sportowe jak moja ulubiona Strava, Garmin czy Endomondo, etc. Jest duża szansa, że znajdziecie tam swego przyszłego running mate. A może w Waszym mieście jest jakaś formalna lub nieformalna grupa treningowa. Mnie samotne bieganie za bardzo nie przeszkadza. Mogę sobie wtedy wyczyścić głowę lub przemyśleć różne sprawy. Zdarzają się jednak dni, w które kilometry ciągną się w nieskończoność i naprawdę chciałabym, aby ktoś odciągnął moją uwagę przyjemną rozmową. Przyłączyłam się ostatnio do Adidas Runners Zurich. Zobaczymy, czy „rozsmakuję się” w takim społecznym bieganiu.

Świat z biegowej perspektywy
Nowa biegowa perspektywa
Bieganie to nuda

Nie dla każdego oczywiście. Dla mnie na przykład wręcz przeciwnie. Nie mniej jednak dają się słyszeć takie głosy. Jak temu zaradzić, aby się troszkę rozerwać podczas biegu? Przemierzając kilometry na świeżym powietrzu możemy zwiedzać nowe miejsca, biegowo podróżując lub obserwować nasze otoczenie z trochę innej perspektywy. Często przejeżdżając samochodem lub komunikacją miejską nie zwracamy na wiele rzeczy uwagi. Jeśli lubicie naturę, zaplanujcie wybiegania w lesie lub parku, z dala od miejskich spalin. Pamiętajcie jednak o bezpieczeństwie i nie zapuszczajcie się sami w mało uczęszczane zakamarki. Kolejnym sposobem na pokonanie nudy jest bieg w akompaniamencie muzyki. We mnie muzyka budzi uśpione pokłady energii. Wspominałam już o tym we wcześniejszym wpisie. Innym fonicznym rozwiązaniem są audiobooki. Odkryłam, że przy wolnym bieganiu super sprawdzają się te czytane książki. Ale uwaga! Zarówno muzyka, jak i audiobooki rozpraszają uwagę. Dlatego też nie biegajcie ze słuchawkami wieczorową porą, w mało znanym terenie albo na drogach ze zwiększonym ruchem drogowym. Pamiętajcie, bezpieczeństwo ponad wszystko!

Skąd ja wezmę na to kasę?!

Otóż nie potrzebujecie wydawać tysięcy złotych na rzeczy, o których nawet nie wiecie, czy się Wam przydadzą. Na początku ubierzcie po prostu najwygodniejsze buty sportowe, jakie macie i idźcie wypróbować się w wolnym biegu lub marszo-biegu. Dopiero jeśli Wam się to spodoba, warto zatroszczyć się o swoje stawy, kupując parę wygodnych butów do biegania, bo to podstawa. W wyborze pomogą Wam sprzedawcy w profesjonalnych sklepach biegowych, których jest teraz bez liku. Nie będę się tu za dużo rozwodzić o nadpronacji czy supinacji, bo ani nie jestem specem z tego zakresu, ani nie mam w tym jasności, czy rzeczywiście zawracać tym sobie głowę. Internety traktują ten aspekt jak odwieczny dylemat „masło czy margaryna?”. Bądźcie tu mądrzy. Jedno jest pewne buty muszą być wygodne.

Zawitała jesień. Na szczęście złota, gdzie polska to polska. Póki co można biegać w tym, co się ma. Jednak za chwilę przyjdzie „plucha”, a potem śnieg. Wtedy bieganie w ciuchach, które pamiętały jeszcze czasy WF-u, zwiększy ryzyko przewiania, przemoknięcia, a w efekcie złapania przeziębienia. Jeśli macie już za sobą pierwsze kroki i wiecie, że chcecie kontynuować przygodę z bieganiem, warto wyposażyć się w termoaktywną odzież sportową. Pakiet podstawowy to legginsy, koszulka i bluza. Dla kobiet dochodzi jeszcze stanik sportowy poprawiający komfort biegania. O moich faworytach tutaj. Dorzućcie jeszcze czapkę, komin i rękawiczki.

Jeśli biegacie już jakiś czas i naprawdę sprawia Wam to przyjemność, to dopiero wtedy jest sens zacząć myśleć o uzupełniających biegowych gadżetach. Póki co dajcie sobie spokój i po prostu biegajcie.

Wygodne biegowe buty to podstawa
Wygodne biegowe buty to podstawa
Pójdę pobiegać. Jutro.

Jak ze wszystkim, tak i z bieganiem. Bez planu ani rusz. Zwiększa się bowiem prawdopodobieństwo leniuchowania i odkładania. Nie chodzi mi wcale o katorżnicze, szczegółowe grafiki. Nie przygotowujemy przecież formy na Olimpiadę. Biegamy dla siebie. I właśnie z szacunku do siebie samego powinniśmy sobie tę aktywność zaplanować. Najlepiej pisemnie na papierze. Zastanówcie się, ile razy w tygodniu chcecie biegać i kiedy możecie sobie pozwolić na chwilę spokoju od Waszych codziennych obowiązków. Wyznaczcie konkretne dni i konkretne godziny. I jeśli będą to środy i piątki o 18:00, to bądźcie wtedy w pełnej gotowości na biegowe endorfiny.

Dzięki odrobinie wiedzy, konsekwencji i samozaparciu pokochacie bieganie. W mojej ulubionej facebookowej grupie biegowej przeczytałam dzisiaj, że „Bieganie jest jak mafia. Jeśli się przyłączysz, to zostajesz w niej na zawsze. Nie ma odwrotu.” Coś w tym jest. Jesteście gotowi przekonać się o tym na własnej skórze?