BIEGAMMOTYWACJA

Czas na zmiany. Chcę być lepszą biegaczką.

Joanna492 views
Biegaczka. Czas na zmiany. fot. Ti Amo Foto

Niedawno użalałam się, jak to jestem przeciętną biegaczką. Trochę mnie to zabolało, trochę wkurzyło, ale przede wszystkim dało do myślenia. I co takiego wymyśliłam? Najwyższy czas na zmiany! Tyle zmieniłam w swoim życiu w ciągu ostatniego roku, dlaczego więc nie miałabym wziąć się i za moje bieganie? Czy szykuje się rewolucja? Nie, ale ewolucja na pewno. Mam nadzieję, że krok po kroku spełnię swoje marzenia o złamaniu 1:50 h w półmaratonie i 4 h w maratonie oraz, że w końcu będzie mi dane stanąć na trasie ultramaratonu. Jak powiedział amerykański Olimpijczyk z 1964 roku Bill Dellinger „Dobre rzeczy przychodzą powoli, szczególnie jeśli chodzi o bieganie długodystansowe.” Uzbrajam się zatem w cierpliwość i zaczynam. A właściwie już zaczęłam.

Dobra dieta pół sukcesu

Kiedyś na pewnym profesjonalnym wykładzie biegowym usłyszałam, że waga biegacza odgrywa bardzo dużą rolę w osiąganiu przez niego sukcesów. Ponoć, gdy BMI wskazuje wartość poniżej 20, odczuwa się jakościową różnicę w bieganiu. W końcu zdecydowana większość świata długodystansowego to ekstremalni chudzielcy. Tacy Kenijczycy, to istne patyki! Postanowiłam spróbować. Odkopałam spersonalizowaną dietę jeszcze z mojego czeskiego rozdziału życia. Musiałam ją trochę kalorycznie podkręcić, bo wtedy po chorobie, dopiero wracałam do aktywności sportowej. Teraz, pomimo tego, że w pewnym sensie też wracam do biegania po miesiącu, jest tego ruchu zdecydowanie więcej. Co najważniejsze ten sposób odżywiania jest nie tylko zdrowy, ale także przesmaczny. Dla mnie, rasowego łasucha, jest to niezmiernie istotne. Pomiędzy posiłkami nie chodzę głodna, a zachcianki minęły, jak ręką odjął. W ciągu tygodnia skusiłam się tylko na jednego Kanelbullara. (Bardziej oczy chciały.) Niedzielna wizyta w IKEI nie byłaby bez niego zaliczona. 😉

Bieganie żółwim tempem

Powrót do formy nigdy nie jest łatwy. Po bitym miesiącu niebiegania, ba! nawet dłużej, zostały mi jakieś strzępki dobrej kondycji. Trochę wyolbrzymiam, bo przerwa tej długości skutkuje tylko kilkunastoprocentowym spadkiem wydolności. Tylko albo aż. Tętno szaleje rosnąc niemiłosiernie już w trakcie 1. km. Trochę frustrujące. Cóż robić? Biegam wolniej. Szaleństwem przecież formy nie wypracuję. Doskonale się o tym wielokrotnie na własnej skórze przekonałam. Biegam też krótsze dystanse. Póki co kręcę jednorazowo w okolicach 10 km. Ten miesiąc traktuję jako miesiąc przejściowy, zobaczymy, jak rozwinie się sytuacja.

Biegowa miłość.

Spacer też trening

Kiedy wracałam do biegania po epizodzie nadczynności tarczycy, musiałam zacząć od energicznych spacerów. O bieganiu nie było mowy, bo moje tętno wystrzeliwało w kosmos. Wtedy się strasznie irytowałam. Teraz uważam energiczny spacer za świetny sposób na trening o niższej intensywności. A że dodatkowo spala tkankę tłuszczową to tylko się cieszyć. Biegowe dni przeplatam więc dniami spacerowymi. Zurych jest niesamowicie pagórkowaty. Okolica, do której się właśnie przeprowadziłam obfituje w konkretne przewyższenia. Teren pod wymagający spacer w sam raz. Czasami nawet muszę zwolnić, kiedy tętno zaczyna szybować. W przyszłości z kolei nie muszę daleko szukać miejsca na podbiegi. Mogę je robić bezpośrednio pod domem.

Dobry stretching nie jest zły

W intensywnej (ta intensywność jest zdecydowanie dyskusyjna) fazie treningowej zawsze przyplątywała mi się jakaś kontuzja. Nie będę oszukiwać. Bardzo często zaniedbywałam zarówno rozgrzewkę, jak i rozciąganie po. Przez moje ręce przeszły dziesiątki artykułów o konieczności zaimplementowania tych dwóch elementów. Wszystko po to, aby dłużej cieszyć się biegowym zdrowiem. Kilka miesięcy temu zaimplementowałam więc i ja. Zdecydowanie zauważyłam różnicę, choć muszę przyznać, że jestem na początku drogi. Po ostatniej wizycie u fizjoterapeuty mój repertuar rozciągania wzbogacił się o dwa nowe ćwiczenia celujące w biodro. Boli jak cholera, ale za to jaka satysfakcja po ukończonej serii.

Biegacz koks

Jedyną rzeczą, do której jakoś ciągle nie mogę dotrzeć, są ćwiczenia wzmacniające dla biegaczy. Nie znalazłam jeszcze zestawu, z którego byłabym zadowolona, a głównie przekonana, że ma sens. Internet obfituje z różnego rodzaju zestawienia, teorie. Jest tego tak dużo, że aż trudno się zdecydować. Strasznie mnie to zniechęca. Niemniej celem na najbliższe dni jest teoretyczne zgłębienie tematu i w końcu przystąpienie do dzieła. Jeśli możecie coś polecić w tym temacie, to przyjmę Was z otwartymi ramionami.

Zurych. Wschód słońca.

Kto rano wstaje…

temu bieganie o świcie niestraszne. W czerwcu zachciało mi się zrewolucjonizować moją biegową rutynę. Entuzjastycznie okrzyknęłam ten miesiąc czasem akcji #BiegamSkoroSwit. Poniosłam porażkę. I to na całej linii. Wpłynęło na to wprawdzie wiele, również zewnętrznych czynników. Co nie zmienia faktu, że o poranku butów biegowych na nogach nie miałam. Październik jednak przyniósł powiew świeżości. Przeprowadzka i delegacja mojego lubego oraz oczywiście chęć zmian zmotywowały mnie do rannego wstawania. Takie bieganie o wschodzie słońca jest niesamowicie energetyzujące. Co więcej tej energii wystarcza na cały dzień. I jakoś tak radośniej od razu!

Do łóżka marsz!

Męczy mnie jeszcze jedna kwestia. Niewysypianie się. A to przecież pierwszy krok do piekła. Co gorsza niebiegowego. I nie pomogą żadne cynki, wody z miodem i cytryną, ciepłe ubieranie się, jeśli będę wiecznie niewyspana. Po ostatnim weekendzie, kiedy blisko było mi do świata zombie, postanowiłam bardziej zadbać o swój sen. No i… nie wyszło… Ale próbuję dalej i tak łatwo się nie poddam.

Wiem, że sukces biegowy tkwi w bardzo wielu czynnikach. Ponieważ jestem wiecznie zaczynającym amatorem, o części z nich pewnie nigdy się nie dowiem. Jedno wiem, chcę spróbować być lepszą biegaczką. Mogę i chcę zmienić to, na co mam wpływ. Ogłaszam wszem i wobec okres zmian. Każdą Waszą dobrą radę z radością przygarnę. No i 3macjie za mnie kciukasy, bo ja idę za radą brytyjskiej maratonki Priscilli Welch „Jeśli chcesz stać się najlepszym biegaczem, jakim tylko możesz być, zacznij już teraz. Nie trać reszty swojego życia na rozmyślanie, czy potrafisz to zrobić.”