BIEGAMWYPOSAŻENIE

Biegowe wyposażenie. Jest uśmiech, a noga podaje.

Joanna4 comments435 views
Wyposażenie biegowe

Biegać „każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej, ale nie o to chodzi, jak co komu wychodzi”. Ale o to, jak się czujemy biegając, już tak! Zaczęłam zastanawiać się, co sprawia, że biega mi się przyjemniej. Doszłam do wniosku, że oprócz trasy, dystansu, pogody, bardzo istotną rolę odgrywają dla mnie elementy mojego biegowego wyposażenia. Nie chodzi tu bynajmniej o „burżujskie” dodatki, choć tych wcale nie neguję, ale o rzeczy, które pomagają biegać komfortowo, z uśmiechem. Moja wyliczanka jest efektem nie tylko mojej pragmatycznej strony, ale także kobiecego spojrzenie estetki. Musi być przecież ładnie! Jestem ciekawa, czy znajdziecie na mojej liście elementy swojego biegowego wyposażenia.

Dobry stanik sportowy

To dla mnie must have. Wielkością piersi nie grzeszę. Są tak małe, że podczas opalania się topless zyskuję przydomek Alejandro. Raz jedyny próbowałam biegać w zwykłym staniku i bardziej niż sexy było to… bolesne. Wszystko dlatego, że piersi podtrzymuje głównie skóra, a nie solidny mięśniowy stelaż. Nawet te najmniejsze nie pozostają statycznie na swoim miejscu, a wręcz przeciwnie kręcą trójwymiarowe ósemki. Aż trudno mi uwierzyć, że moje piersi pokonują większy dystans niż ja sama. Dobry sportowy stanik podtrzymuje biust zapobiegając dyskomfortowi. Od lata zakochana jestem w stanikach Nike. Najbardziej lubię te klasyczne kompresyjne topy, bez miseczek. Trzeba wprawdzie jednorazowo rzucić groszem, ale jest to inwestycja długoterminowa. Mój najstarszy stanik Nike obchodzi w tym roku 10 już urodziny. Sto lat!

Top Nike różowy. Biegowe wyposażenie.
Buty biegowe

Kiedy o nich słyszę, wracam myślami do czasów szkolnych. Wtedy nie było o nich mowy. W każdym razie nie w kręgach uczniowskich. Dzieci na WF-ie biegały w trampkach i żyły. Tak, tyle że zajęć sportowych było wszystkiego około 3 godzin w tygodniu, a samego biegania jeszcze mniej. Chcesz biegać, zaopatrz się w wygodny but biegowy. Ale to dopiero w fazie, kiedy już wiesz, że lubisz biegać i będziesz biegać. Wtedy wymień trampki na coś wygodniejszego i bezpieczniejszego. Ja mam lekką nadpronację. Kiedyś gorączkowo poszukiwałam butów tylko i wyłącznie dla nadpronatorów. Ostatnio jednak zrezygnowałam z ograniczania się w taki sposób i coraz częściej biegam w butach neutralnych. Nadal żyję. To co lubię, to dobre wsparcie, bo choć bardzo się staram, to jednak ciągle „walę” przez piętę. No i kolor buta też musi być odpowiedni. (Najlepiej zielony! <3) Inaczej nie założę. Jeśli chodzi o komfort, to moje stopy wyjątkowo polubiły się z Nike Air Zoom Vomero 12, w których wsparta dobrą amortyzacją podbijam asfaltowe ścieżki. Choć nasze pierwsze wspólne kroki były trudne, to ta para fantastycznie sprawdziła się na kwietniowym maratonie w Zurychu. Moją trailową miłością była z kolei czarno-fioletowa para Brooks GTX 14. Dopóki nie została bezczelnie skradziona. Spod drzwi do domu.

Nike Air Zoom Vomero 12

Zegarek sportowy z pulsometrem

Jest integralną częścią mojego biegowego ekwipunku. Odgrywa nie tyle rolę wysublimowanej biżuterii, co stanowi istotny czynnik motywacyjny. Dzięki niemu śledzę moje biegowe postępy. Wracam do poszczególnych wyników, analizuję. Mam zawsze namacalny dowód, że jednak udało mi się wyjść na trening. Ponadto pomaga mi trenować z głową. Między innymi na bazie obserwacji własnego pulsu. W zasadzie noszę go non stop, nawet do eleganckiego stroju. Jest po prostu częścią mnie. Od półtora roku moim najlepszym przyjacielem jest Garmin Forerunner 235. Dzięki niemu śledzę takie parametry jak: tempo, dystans, czas i puls. To ostatnie dzięki kombinacji z opaską pomiarową na klatkę piersiową. Zegarek ma wprawdzie wbudowany pulsometr, lecz jest to, moim zdaniem, póki co mało wiarygodny gadżet. Mam nadzieję, że w następnych modelach się to zmieni. Mój Garmin czasami zamienia się w osobistego coach’a i pilnuje interwałów. No i GPS ma fantastyczny. Nie to co stary Nike+, który po 3 latach użytkowania potrzebował czasami kilku minut, żeby w końcu odnaleźć sygnał… chyba gdzieś w przestworzach.

Zegarek sportowy Garmin Forerunner 235

Nerka

Jej wynalazcy niech chwała będzie! I nie chodzi tu wcale o kołczan prawilności, symbol chuligaństwa, lecz zwykłą biegową torebkę na pas. Szczególnie przydatna staje się, gdy mieszkamy sami, a w biegu muszą towarzyszyć nam klucze, telefon, dokument tożsamości, etc. Podczas biegania nienawidzę trzymać czegokolwiek w ręce. Wszystkie te rzeczy lądują więc bezpiecznie w nerce. Choć przyznam, że idealnej jeszcze nie znalazłam. Najbardziej denerwuje niestabilność torebki w pasie. Każda jedna, której jestem posiadaczką, wymaga podczas treningu przesuwania do pożądanej pozycji wyjściowej. No i rozmiar. Telefony rosną, a nerki za nimi nie nadążają. Mojego LG G4, do momentu, kiedy zszedł na zarazę o nazwie Bootloop, nie mogłam wcisnąć prawie do żadnej. Wyjątkiem okazał się mój ostatni prezent bożonarodzeniowy, nerka New Balance. Kryterium wielkości wprawdzie spełnia, ale idealna mimo wszystko nie jest.

iPod Nano

Zielone cudeńko, które od 6 lat jest towarzyszem moich biegowych przygód. Moja wersja IPod’a Nano idealnie mieści się do maleńkiej kieszonki, która znajduje się w większości szortów i spodni biegowych. Muzykę kocham od zawsze! Nie wyobrażam sobie bez niej żadnych zawodów. Również na większości treningów, szczególnie tych szybkościowych, dodaje mi energii. Kiedyś w ogóle nie potrafiłam biegać bez muzyki! Wraz ze wzrastającym stażem biegowym odczuwam coraz większą przyjemność biegania bez słuchawek. Szczególnie na łonie natury, gdy ptaki świergoczą, a las szumi. Z muzyki jednak na stałe nie zrezygnuję. Moja ulubiona biegowa playlista pobudza mnie za każdym razem, kiedy motywacja spada. Przy takiej This Girl nogi od razu zaczynają szybciej przebierać.  Połączenie biegania z muzyką to dla mnie raj na ziemi! Tylko dobrych sportowych słuchawek się jeszcze nie dorobiłam.

Nerka biegowa New Balance

Body Glide® 

Last but not least! Kiedyś od pewnej blond usłyszałam, że za „lachona” można się uważać, gdy wewnętrzne części ud są na tyle szczupłe, że o siebie nie ocierają. Moje się ocierają. So what? Nie byłoby w tym żadnego problemu, gdyby nie ból, który temu towarzyszy. Gdy się biega. Latem. W krótkich spodenkach. Szczególne zagrożenie niosą ze sobą długie dystanse. I tu z pomocą, niczym Superman, przybywa Body Glide®. Ten mały sztyft czyni cuda. Niweluje tarcie i zapobiega powstawaniu ran. Jest bardziej przyjazny od stosowanej często w tym celu wazeliny. A to z dwóch powodów. Skóra pokryta Body Glide® oddycha, a warstwa nie ściera się. W związku z tym nie musimy jej uzupełniać w trakcie wysiłku. Długotrwały, przyjemny poślizg gwarantowany.

„Cyc” zabezpieczony. Nogi wygodnie obute. Nerka spakowana. Body Glide® zaaplikowany. Muzyka gra w uszach. Wystarczy tylko włączyć zegarek i biegać. Z uśmiechem. Czego chcieć więcej?