BIEGAMMIEJSCA

Bieganie w Szwajcarii. Zurych i okolice

Joanna2 comments943 views
Nad Jeziorem Zuryskim

Moja natura niespokojnego ducha odezwała się po raz kolejny. „Zwinęłam swoje manatki” i na czas pewien zlądowałam z niemieckojęzycznej części Szwajcarii. W mieście banków, Zurychu. Bardziej jednak od fondue, serów, czekolady i scyzoryków interesuje mnie naturalne piękno Helwecji. Jako biegacz zawsze początkujący, acz wytrawny od dawna cieszyłam się na bieganie w Szwajcarii. Tutejsza przyroda i rozwaga tubylców w eksploatowaniu zasobami naturalnymi sprawia, że aż chce się biegać. No to biegam. Pierwsze wrażenia, przemyślenia i emocje serwuję w tym oto tekście.

Bieganie w Szwajcarii to widoki zapierające dech w piersiach

Nad miastem góruje Uetliberg (869 m. n.p.m.) ze swoją wieżą widokową i pięknym, tradycyjnym hotelem Uto Kulm. Tafla krystalicznie czystego Jeziora Zuryskiego niesamowicie uspokaja. Gdzieniegdzie widać jachty, żaglówki, motorówki, czy statki miejskie. Te ostatnie chętnie przewiozą z jednego brzegu na drugi. Zuryski znajomy z mojej ulubionej sportowej aplikacji Strava polecił mi nawet trening z uwzględnieniem przeprawy promowej. Jak dla mnie brzmi ekscytująco. Widoki ponoć niesamowite, a kop energii ogromny. Piękna trasa po jednej, bądź po drugiej stronie jeziora. Jak już wspomniałam, wody tu pod dostatkiem. Przez Zurych przepływa bajecznie zielona rzeka Limmat. Wzdłuż jej brzegu można zrobić sobie całkiem przyjemną przygodę biegową. Miło biega się też przez centrum, które jest wprawdzie bardzo małe, ale niesamowicie urocze. Tylko ludzi jakby dużo… Bardzo dużo.

Rzeka Limmat. W oddali góra Uetliberg
Rzeka Sihl. W oddali góra Uetliberg
Widok na Jezioro Zuryskie i góry z promenady Cassiopeia
Widok na Jezioro Zuryskie i góry z promenady Cassiopeia
Centrum Zurychu
Centrum Zurychu
Krystalicznie czyste powietrze. Jak dla mnie

Jest to zdecydowanie przyjemna odmiana od poznańskiego smogu. Choć moje rodzinne miasto w porównaniu z takim Krakowem, czy Warszawą i tak nie wypada najgorzej. Co nie zmienia faktu, że powietrze w Poznaniu jest dość zanieczyszczone. W Zurychu aż chce się oddychać. Choć bije się tu na alarm wskazując na dość wysokie zanieczyszczenie, to jednak powietrze jest tutaj nieporównywalnie lepszej jakości niż w Polsce. Zdążyłam się zorientować, że Szwajcarzy podejmują wiele działań, żeby walczyć z tym zanieczyszczeniem.

Pitnej wody Ci u nas pod dostatkiem

Woda pitna jest tutaj niesamowicie wysokiej jakości. Można ją pić prostu z kranu. Smakuje naprawdę wyśmienicie. Co więcej w różnych częściach miasta rozmieszczone są małe użytkowe fontanny, z których można się bezpośrednio napić lub uzupełnić podręczną biegową butelkę. Zurych jest miastem z największą liczbą takich bezpośrednich źródeł pitnej wody na świecie. Ma ich ponad 1 200! Na zdrowie!

Fontanna z pitną wodą
Fontanna z pitną wodą
Czekolada!

Trasa mojego długiego wybiegania wiedzie przez sąsiadujący z Zurychem Kilchberg. A tam aż ślinka cieknie… W Kilchbergu znajduje się bowiem fabryka mistrza czekolady – firmy Lindt. Znajdziecie tam też największy na świecie sklep tej marki. Wielkim fanem czekolady nie jestem, ale takiego kokosowego Lindora raz na jakiś czas z przyjemnością skonsumuję. Przed fabryką dodatkowo uśmiecha się do Was cała paka złotych monstrualnych zajączków Lindt. W okolicy spotkać można też śmigające Smarty z… zajęczymi uszami. 😀 W końcu Wielkanoc tuż tuż.

Fabryka Lindt w Kilchbergu
Fabryka Lindt w Kilchbergu
Biegać każdy może. Nawet na bieżni

Zuryski stadion lekkoatletyczny z ogólnodostępną bieżnią jest otwarty codziennie od 7:00 do 22:00. Nikomu się nie trzeba tłumaczyć i rzucać kłamstewek, że jest się z jakiejś tam drużyny, od jakiegoś tam trenera. Wypada trening interwałowy, to po prostu siup na bieżnię i można śmigać. Tartan jest tutaj tak mięciutki, że najchętniej biegałabym na nim każdy trening. Tak na poważnie, to ogólnodostępność bieżni sprawia, że bieganie w Szwajcarii treningów interwałowych jest jeszcze przyjemniejsze. Można się skupić tylko i wyłącznie na tym.

Stadion lekkoatletyczny w Zurychu
Stadion lekkoatletyczny w Zurychu
Tartanu nigdy dość!
Tartanu nigdy dość!
Nie za zimno, nie za ciepło

Kiedyś myślałam, że Zurych mnie nie znosi. Za każdym razem, kiedy odwiedzałam to miasto, było tutaj szaro, mgliście i deszczowo. Po prostu zimno. Albo nie miałam szczęścia, albo teraz mam wyjątkowe. Zurych słonecznie wita wiosnę. Temperatury wahają się od kilku do kilkunastu stopni. Jest naprawdę przyjemnie. Powiedziałabym optymalna pogoda do biegania. Przynajmniej wiosną. 😉 Bywają wprawdzie ponure dni, ale szybko ustępują miejsca tym słonecznym. Cieszyłabym się, gdyby już tak zostało.

Przepuszczą Cię na pasach, ale się nie uśmiechną

Na przejściach, gdzie nie ma sygnalizacji świetlnej, możecie być niemalże w 100 % pewni, że zostaniecie przepuszczeni. Kierowcy o wysokiej kulturze to tutaj standard. W ogóle widzę to tak, że w Zurychu króluje zasada „miasto jest dla ludzi”. Trochę gorzej się sprawa ma z biegaczami. Nie żebym im zarzucała brak kultury osobistej. Co to, to nie! Natomiast kultura biegowa mnie tutaj nie powala na kolana. Mijający biegacze albo w ogóle na Was nie spoglądają, albo patrzą ze zdziwieniem, kiedy się do nich uśmiechniecie lub pomachacie. Nie do końca wiem, dlaczego tak jest. Albo tak bardzo żyją swoim aktualnym treningiem, bo większość z nich, z mojego punktu widzenia, to biegacze amatorzy „podkręcający śrubę”. Albo też generalnie ludzie są tutaj bardziej skupionymi na sobie indywidualistami, mało otwartymi na innych. Co dziwne przechodnie, gdy biegam, zazwyczaj się uśmiechają. Szczególnie ci starsi. Nie chcę wydawać zatem pochopnych sądów. Choć do tej pory ten brak serdeczności biegaczy jest dla mnie najmniej przyjemnym aspektem biegania w Szwajcarii. To póki co tylko moje spostrzeżenia. Będę je na pewno w przyszłości konfrontować z rzeczywistością.

Bieganie w Szwajcarii. Tyle piękna, że aż trudno ogarnąć

To tyle, jeśli chodzi o początki mojej przygody pod tytułem „Bieganie w Szwajcarii”. Podsumowując wszystko dookoła motywuje, aby biegowo ruszyć się z domu. Dodatkową motywacją jest dla mnie także Zürich Marathon, który zbliża się wielkimi krokami. Już 9. kwietnia stanę na linii startu, żeby z tysiącami innych biegaczy zaznać emocji królewskiego dystansu. I choć musiałam zrewidować swój cel czasowy, to i tak bardzo się na ten bieg cieszę. 3majcie za mnie kciuki. Ja tymczasem idę sobie skubnąć szwajcarskiego serka. Co? Biegacz nie może? Dajcie żyć. 😉