BIEGAMTRENING

Biegam, a przeziębieniu mówię stanowcze nie!

Joanna6 comments405 views
Złota szwajcarska jesień

Sama jestem sobie winna! I zła. Co się stało? Przeziębiłam się. Pozostając duchem w lecie przeoczyłam nadejście jesieni.  „O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny i pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny”. Leopold Staff zauważył. Ja nie. Tygodniowe przeziębienie uziemiło mnie w domu na tydzień, z czego 3 dni, w stanie ciężkim, w łóżku. Wykluczenie z życia biegowego rozumie się samo przez się. W ogóle jakiegokolwiek życia. Jako wieloletnia biegaczka powinnam była wiedzieć, że jesieni nie wolno bagatelizować. Wszystko dlatego, że już dawno nie byłam chora. Czas odświeżyć pamięć. Spisałam jesienne, anty-przeziębieniowe przykazania biegacza. W końcu lepiej zapobiegać niż leczyć!

Ciepło wszędzie. Co to będzie?

Wkraczamy na jesienne pole bitwy. Czas zmierzyć się z szeregami wroga, a w nich deszcz, niska temperatura i wiatr. To raczej koniec sezonu krótkich spodenek i koszulek bez rękawków. Wymiana na legginsy i koszulki z długim rękawem lub/i bluzy jest nie do uniknięcia. Ja jesienią zakładam nawet cieplejsze skarpety. Unikajmy jednak niezdrowej przesady. Ubierajmy się ciepło, ale nie na tyle, abyśmy się przegrzali. Najlepiej trochę potestować. W naszym jesiennym biegowym stroju powinno nam być lekko chłodno na początku treningu. Nie ma się co stresować, bo po kilku minutach zrobi się nam cieplej. Bill Rodgers i Scott Douglas w swojej książce „Bieganie nie tylko dla żółtodziobów” twierdzą, że podczas biegania wytwarzamy ok. 11 razy więcej ciepła niż podczas odpoczynku. Ubierając się, weźmy więc pod uwagę, jak ciepło będzie nam po pierwszych kilometrach i do tego dopasujmy nasz strój.

Czapki z głów? Nie, na głowy.

Niektórzy hardo biegają z odsłoniętą głową, nawet gdy „pizga złem”. Nie mogłam się powstrzymać. To określenie trafia w punkt. Wszystko inne byłoby eufemizmem. Ja bez czapki nie potrafię! Jest to dla mnie podstawowe jesienno-zimowe wyposażenie. A to ze względu na wrażliwe, niczym kobieta w ciąży, zatoki. Pierwsza w moim otoczeniu rozpoczynam sezon czapkowy. Przez głowę tracimy tyle ciepła, że naprawdę warto włączyć termoaktywną czapkę do naszego outfitu. Zdaję sobie sprawę, że awersja do wszelkiego rodzaju nakryć głowy jest szeroko rozpowszechniona. Jeśli jednak czapka zmniejszy prawdopodobieństwo wypadnięcia z biegowej gry przez przeziębienie, to chyba warto się przełamać. Poza tym w ofercie sklepów biegowych znajdziemy najróżniejsze wzory i kolory. Kobiety nadal mogą czarować ważnym atrybutem kobiecości – włosami nosząc czapki z otworem na kucyka. Albo widocznymi spod czapy brwiami! 😀 Jeśli już tak bardzo nienawidzicie czapek, to zawsze zostają opaski. Zakryją newralgiczne miejsca i ogrzeją. No i prezentują się trochę atrakcyjniej niż czapki.

Bieganie tak. Przeziębienie nie.

Co nas nie przegrzeje, to nas wzmocni!

Do czapki można jeszcze dorzucić rękawiczki. Bardzo przyjemne, cieniutkie i w dodatku termoaktywne zakupiłam za dwie, może 3 dyszki w Decathlonie. Będą służyć mi już 3 sezon. Komin jest moim nieodłącznym kompanem mroźną zimą, kiedy to naciągnięty na noc ogrzewa wdychane powietrze. Nie wiadomo jaka czeka nas jesień, dlatego warto go mieć w zanadrzu.

Umówiłam się z nim na dziewiątą

Przybiegłam punktualnie na miejsce spotkania, ale mój spóźnialski running mate nie dotarł na czas. Nieświadoma powagi spóźnienia dreptałam pomostem pstrykając zdjęcia. Dzień był tym z serii złotej… szwajcarskiej jesieni, ale wieczór przywiał chłód. Zmarzłam, jako że odziana byłam w outfit zdecydowanie letni, już lekko spocony po pierwszych kilometrach. Nie popełniajmy więcej tego błędu (Joanna, słyszysz?!) i weźmy ze sobą bluzę, którą możemy zarzucić na siebie w czasie oczekiwania. Zwykłam brać ją ze sobą przewiązując w pasie. Ale wiecie, ostatnia jesień była rok temu. 😉 Alternatywnie dotrzyjmy na miejsce spotkania pieszo albo komunikacją miejską. Trening z kolei skończmy bezpośrednio pod domem, gdzie od ciepełka dzieli nas zaledwie kilka kroków.

Wyginam śmiało ciało

Jesienią też oczywiście nie powinno go zabraknąć. Tyle że wracamy z treningu spoceni lub przemoczeni… Niech więc to rozciąganie chwilę poczeka. Czem prędzej zrzućmy z siebie ten mokry outfit i wymieńmy go na suche, ciepłe rzeczy. I dopiero wtedy boju! A po rozciąganiu zapomnijmy o Facebookach i Instagramach i pędźmy pod prysznic.

Przeziębieniu mówię zdecydowane NIE!

Niebo pod gorącym prysznicem

Pewien kanadyjski biegacz długodystansowy twierdzi, że „Jeśli niebo na ziemi naprawdę istnieje, to gorący prysznic po bieganiu w deszczu musi być cholernie do niego zbliżony.” Jak tu się z nim nie zgodzić! Znacie to uczucie, kiedy wchodzicie pod przyjemny, gorący strumień wody i… tracicie poczucie czasu? Uwielbiam! To zdecydowanie najszybszy sposób, żeby doprowadzić po biegu swoje wychłodzone ciało do stanu używalności. Ja lubię też wypić sobie ciepłą herbatkę. Zobaczycie, że zapotrzebowanie na to wzrośnie w zimie jeszcze bardziej. Unikajmy takich treningów w deszczu, kiedy nie czujemy się do końca zdrowi. W przeciwnym razie przeziębienie prawie że murowane.

Prewencja pełną gębą

Suplementacja? Moja czeska lekarka zawsze kiwała głową z dezaprobatą, kiedy pytałam, co brać na wzmocnienie odporności. Po czym na jednym wdechu wymieniała: owoce, warzywa, dużo wody, wystarczająca ilość snu i mało stresu. Pierwsze 3 raczej łatwo wcielić w życie. Z tymi ostatnimi mi nie szło. Polski lekarz zalecił zainwestować w Immuno Up. Pomogło. Na tyle, że po 3 miesiącach stosowania zapomniałam co to przeziębienie i zrezygnowałam z suplementacji. Przypomniałam sobie o niej dopiero teraz. Szwajcarska pani farmaceutka doradziła cynk. Jak to w Szwajcarii za jedyne… 90 zł…

Przeziębieniu mówię stanowcze nie!

Jakoś tak od razu zrobiło mi się cieplej na sercu. Szansa na to, że pamięć mnie znowu zawiedzie jest niezwykle mała. Zdecydowanie nie mam ochoty konsumować rosołu z jaszczurki, wcierać w klatkę piersiową owczego łoju, czy owijać swojego gardła jednodniowymi skarpetkami (a już na pewno nie moimi! :P) Z tymi to dziwacznymi metodami przeciwko przeziębieniu spotkałam się, zupełnie przypadkowo, na stronie Kobieta po 30. Autorka prezentuje je na szczęście jako ciekawostki geograficzne. Potraktujmy jesień poważnie, a o tych zabiegach na pewno nie usłyszymy. I nie wypadniemy z biegowej gry.