BIEGAMZAWODY

Bieg po godność. Z toaletą w tle.

Joanna289 views

„W dupie się poprzewracało. Ratować świat jej się zachciało.” Jestem pewna, że takie opinie pojawiały się tu i ówdzie. Ja skupiałam się jednak na reakcjach tej przychylnej większości, która wspierała mój udział w charytatywnym biegowym projekcie pod kryptonimem H2O FOR ALL. Wraz ze szwajcarską fundacją Summits4Hope miałam przyjemność dołożyć swoją cegiełkę, w przenośni i dosłownie, do… budowy toalet dla dzieci w Mozambiku. Wyobrażacie sobie życie bez dostępu do kibelka? Z jakiej biedy to musi wynikać i z jakim odarciem z godności musi być związane? Dla takiej idei niestraszna była mi zbiórka pieniędzy, zwieńczona przebiegnięciem 17,5 km z klapą toaletową na plecach…

Znowu woda. Znowu Afryka. Ile można?

Wszystko zaczęło się po zeszłorocznym Maratonie w Zurychu. Z dumą prezentowałam się z medalem na piersi na Instagramie firmując zdjęcia hasztagami #zurichmarathon i #zma17. W taki sposób na mój trop wpadła fundacja Summits4Hope i zaprosiła mnie do swojego projektu charytatywnego H2O FOR ALL, czyli Woda Dla Wszystkich. „Znowu woda. Znowu Afryka. Ile można?” Pomyślałam nie znając szczegółów przedsięwzięcia. Miałam wątpliwości, czy powinnam stać się jego częścią. Od razu zawładnęły mną myśli o Polsce i problemach naszego kraju. Większy sens miałoby dla mnie lokalne niesienie pomocy. Szybko zmieniłam zdanie po dokładnym przestudiowaniu projektu. Uświadomiłam sobie, o jakim stopniu biedy mówimy i jak podstawowych, niestety niezaspokojonych, potrzebach.

Co w Mozambiku piszczy…

Bieda. 50% społeczeństwa żyje poniżej granicy ubóstwa. W tym kontekście najczęściej myślimy o wodzie i pożywieniu zapominając często o tak podstawowym aspekcie, jakim jest załatwianie potrzeb fizjologicznych. Tak, w jednym z najuboższych krajów świata, jakim jest Mozambik, brakuje toalet!  58% obywateli miast nie ma dostępu do najprostszych sanitariatów. Wiele osób korzysta z kibelków w strasznych warunkach, zagrażających zdrowiu. Z kolei ok. 12% załatwia swoje potrzeby, ot tak, na świeżym powietrzu. Nie wspominając o myciu rąk po toalecie! Choroby mnożą się w takich warunkach niczym króliki w parku przy Alexanderplatz.

Girl power! Jeszcze nie w Afryce…

Z powodu karygodnych warunków sanitarnych najbardziej cierpią dziewczynki w wieku dojrzewania. W wielu szkołach brakuje osobnych toalet dla dorastających kobiet, dostosowanych do potrzeb płci pięknej. I nie chodzi tu wcale o lustra! Brak prywatności i niehigieniczne warunki sanitarne zmuszają dziewczynki do opuszczania lekcji w trakcie menstruacji. Zostają one czasowo wykluczone. To z kolei przyczynia się do powstawania nierównych szans edukacyjnych obu płci.

Projekt na miarę XXI wieku

Szwajcarska organizacja non-profit Wasser für Wasser ruszyła z wielkim projektem sanitarno-higienicznym w stolicy Mozambiku – Maputo. Celem jest renowacja i rozbudowa wielkiego kompleksu sanitarnego dla szkoły podstawowej w tym właśnie mieście. W końcu dziewczynki nie będą musiały opuszczać lekcji z powodu nieodłącznej części swojej kobiecości. Przewidziane są bowiem pomieszczenia, gdzie będą mogły zadbać o swoją higienę, korzystając z wody i specjalnych miejsc utylizacji odpadów pomenstruacyjnych. Z nowych toalet korzystać będzie ok. 2 500 dzieci w wieku szkolnym, a dodatkowo 840 mieszkańców osiedla przylegającego do szkoły. Dodatkowo pieniędzy wystarczy jeszcze na edukację w zakresie higieny dla ok. 15 000 Mozambijczyków.

Bieg charytatywny z toaletą na plecach

Organizacja WfW wspierana jest przez mniejszą fundację Summits4Hope. To właśnie pod jej skrzydłami postanowiłam wystartować w biegu charytatywnym wspierającym projekt sanitarny. Tym razem nie na całym dystansie maratonu, a w 4-osobowym teamie w ramach TeamRun w trakcie Zurich Marathon 2018. 4 dziewczyny. Każda inny dystans do przebiegnięcia: 9; 11,7; 4 i 17,5 km. Wspólna misja – sprzedaż kilometrów, które mamy do przebiegnięcia. Finał… bieg z klapą toaletową lub kanistrem na wodę, aby zwrócić uwagę na problem.

fot. Anna Stando
Co? 30 CHF za kilometr?

To był mój pierwszy raz, kiedy bezpośrednio uczestniczyłam w fundraisingu. Wcześniej zdarzało mi się wprawdzie kupować pakiety startowe od organizacji charytatywnych, ale nigdy jeszcze nie zbierałam pieniędzy. Miałam niezłego stracha już na samą myśl. W końcu moja siatka kontaktów nie jest tutaj (w Szwajcarii) jeszcze aż taka wielka, a cena 30 franków, czyli 120 złotych na polskie warunki raczej zaporowa. „Na przypale albo wcale” pomyślałam i zaczęłam komunikować akcję różnymi kanałami.

Nie taki diabeł straszny

Jak wielki uśmiech na moich ustach zagościł, kiedy udało mi się sprzedać pierwszy kilometr! I to komu (!), mojej fantastycznej koleżance Ani. Dało mi to porządnego kopa motywacyjnego. Pełnego nadziei. Do sprzedania zostało w końcu już tylko 17 km. Oblepiłam swój facebookowy i instagramowy wall, wprawiłam w ruch Messengera i WhatsApp’a. Z niecierpliwością czekałam na to, co się wydarzy. Nieśmiało zaczęły napływać kilometry od znajomych i tych mniej znajomych.

fot. Anna Stando
Śpiewam i tańczę z radości!

Niesamowicie zaskoczyło mnie wsparcie z Czech i Słowacji. To przecież całkiem duża kwota jak na ichniejsze warunki! Jak widać, nie to najważniejsze. Niektórzy darczyńcy „poszli w hurt”. Inni zaangażowali swoich najbliższych. Zaczęłam wierzyć, że to całe przedsięwzięcie naprawdę może się udać. Wiele radości wzbudziło we mnie wsparcie biegaczy, których na swoich biegowych ścieżkach spotkałam zaledwie raz lub niewiele więcej. Ba! Niektórych nie poznałam jeszcze osobiście. Do pełni szczęścia brakowało już tylko wsparcia dobrych znajomych, którzy na stałe zagościli w moim szwajcarskim rozdziale życia. I oni nie zawiedli.

Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka.

Nawet nie wiem, kiedy przekroczyłam magiczną granicę sprzedanych 18 km, które wyznaczyłam sobie za cel. Bardzo pomogły w tym zdjęcia wspomnianej już Ani. To one w ostatnich dniach akcji, prezentując mnie z w towarzystwie klapy toaletowej, rozruszały darczyńców. Aniu, jeszcze raz wielkie dzięki! I tak oto początkowe obawy ustąpiły niesamowitej radości. 23 sprzedane kilometry na liczniku. Równowartość osiągniętego dystansu to 690 CHF, czyli 575 €, czyli 2 425 PLN, czyli 14 665 CZK. Wsparcie od 9 narodowości. Jak wspaniale łączy wspólny cel!

Team Mission Water
Team Mission Water. fot. Andrea Jerger
Wielki finał. Bieg z klapą.

Sam bieg wspominam jako bardzo ciężki. Wymęczyłam się bardziej niż na zeszłorocznym maratonie na tej samej trasie. Od dłuższego czasu walczę z niedoborem żelaza i czułam się, jakbym biegła na pustym baku. Żar lał się z nieba, a cienia było tyle, co kot napłakał. Czekanie w strefie zmian do najprzyjemniejszych nie należało. Przy wyczytywaniu numerów zespołów atmosfera niczym na licytacji. Przed palącym słońcem chroniłam się t-shirtem, z którego zrobiłam sobie turban na głowie. W końcu klapa wylądowała na moich plecach i ruszyłam. Na szczęście pobiegłam z butelką. Wolontariusze chętnie uzupełniali ją na kolejnych punktach odżywczych. Znowu na szczęście, zapomniałam zdjąć przed startem mojego turbanu. T-shirt mogłam wcisnąć pomiędzy szyję a stelaż podtrzymujący klapę. Stelaż obcierał niemiłosiernie. Miałam kilka momentów, kiedy na zmianę robiło mi się słabo i niedobrze. Wtedy przypominałam sobie, dlaczego biegnę i kto kupił ode mnie ten konkretny kilometr. Dodawało mi to otuchy i pędziłam dalej. Po fakcie znajomy napisał mi, że biegł za mną 11. i 12. kilometr, czyli dokładnie te dwa, które ode mnie zakupił. Na metę wbiegałam z całą moją drużyną. Cieszyłam się z medalu. Choć zupełnie z innego powodu niż zawsze. Ten medal jest nie tylko mój. Dzielę go z wszystkimi osobami, które tak chętnie niosły ze mną pomoc dzieciom w Maputo kupując ode mnie kilometry. Dziękuję! Danke vilmal! Hvala! Dank u! धन्यवाद ! Grazie! Merci ! спаси́бо! Ďakujem!

And the biggest thank you goes to…

Gilbert Fisch! Założyciel fundacji Summits4Hope. Triatlonista. W pewnym momencie swojego życia stwierdził, że zrywa ze światem biznesu. Że chce robić coś dla innych. Tych, którzy nie mieli tyle szczęścia w życiu, co on. Gilbert z własnej kieszeni pokrył wszystkie koszty organizacyjne związane z przedsięwzięciem H2O FOR ALL. Pakiety startowe, pamiątkowe koszulki, Pasta Party, rekwizyty biegowe, etc. Dlatego też cała kwota, którą uzbieraliśmy jako ponad 100-osobowy zespół, a jest to niebagatelne ponad 100 000 CHF, przeznaczona będzie na realizację programu sanitarno-higienicznego w Maputo. Gilbert, jesteś WIELKI! Gilbert, du bist der Grösste!

Gilbert Fisch i ja
Gilbert Fisch i ja
Doświadczenie na miarę złota

Cała akcja H2O FOR ALL była dla mnie niesamowitym przeżyciem. Po raz kolejny przekonałam się, że jeśli człowiek zaangażuje się w coś całym sobą, to szanse na sukces są ogromne. Nawet zżyłam się z moją klapą. Ale cóż, trzeba było ją zwrócić. Będzie pewnie potrzebna za rok. Może nawet będziecie mieli przyjemność ją poznać, do czego zachęcam. Jak mawia Paulo Kotello „kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu”. Hm… Mnie się ten wszechświat jeszcze dodatkowo odwdzięczył. Po biegu symbolicznie wdepnęłam w… Sami domyślcie się w co.

H2O FOR ALL 2018
H2O FOR ALL 2018. fot. Andrea Jerger